„1670” – Polska przeszłość w krzywym zwierciadle współczesności
„1670” – Polska przeszłość w krzywym zwierciadle współczesności
Serial „1670” powraca z drugim sezonem i znowu udowadnia, że historia to tylko kostium. To, co oglądamy na ekranie, to tak naprawdę my – współcześni Polacy ze swoimi obsesjami, polityką, celebryckim blichtrem i wiecznymi sporami.
Dożynki jako kampania wyborcza
Centralnym punktem nowego sezonu są przygotowania do Dożynek Królewskich.
Jan Paweł Adamczewski — głowa rodu i lokalny warchoł — marzy, by wydarzenie stało się jego trampoliną do kariery politycznej. Brzmi znajomo? Organizacja festynów, występy sceniczne, błyszczące dekoracje – wszystko to przypomina współczesne kampanie wyborcze, gdzie ważniejsze jest, jak coś wygląda w mediach niż to, jaka jest prawda.
Adamczewski walczy o prestiż niczym kandydat w wyborach samorządowych. W tle pojawiają się więc pytania, które doskonale znamy: kto będzie w centrum, kto na zdjęciu, kto powie kilka słów ze sceny.
Musical w XVII wieku, czyli popkultura w stroju epoki
Jedna z głośniejszych scen sezonu to… musical. Bohaterowie tańczą i śpiewają niczym uczestnicy programu rozrywkowego. Twórcy nawiązują też licznie do znanych epizodów telewizyjnych (np. sytuacja ze skuterem i Hiszpanem z programu „Europa da się lubić”), a widzowie dostają jasny komunikat – polska szlachta bawi się tak samo jak współcześni celebryci.
To jawna kpina z popkultury i obsesji na punkcie występów „pod publikę”. Różnica polega jedynie na strojach oraz dekoracjach. Mechanizm pozostaje identyczny: trzeba błyszczeć, trzeba być viralem, trzeba zapisać się w pamięci widzów.
Ambicje, układy i nepotyzm
Jan Paweł Adamczewski nie tylko chce zrobić widowisko, lecz także marzy o stanowisku namiestnika gminy. Tu satyra jest jeszcze ostrzejsza: lokalna polityka, układy, nepotyzm i pieniądze, które same nie wystarczą – bo trzeba umieć „sprzedać się” ludziom. Twórcy w ten sposób wytykają polską rzeczywistość, w której znajomość PR-u często znaczy więcej niż realne umiejętności.
Bogaty, umyty i … samotny
Komiczno-tragiczny wątek dotyczy Bogdana, brata Zofii. Ma pieniądze, ma status, ale nie ma szczęścia w miłości. Twórcy pokazują w nim archetyp współczesnego człowieka sukcesu – bogatego, zadbanego, ale wewnętrznie pustego. To gorzka obserwacja – same zasoby materialne nie gwarantują bliskości ani spełnienia.
Rodzina jako miniatura Polski
Rodzina Adamczewskich to mikrokosmos współczesnego społeczeństwa. Synowie walczą o uwagę ojca, córka Aniela buntuje się przeciwko tradycji, żona Zofia używa religii raz jako tarczy, raz jako narzędzia. Widzowie dostają gotową metaforę: Polska jest rozdarta między konserwatyzmem a modernizacją, między deklaracjami wiary a codzienną polityką interesu.
Język memów i talk-show
Chociaż akcja osadzona jest w XVII wieku, bohaterowie mówią jak dzisiejsi politycy, celebryci, ale też użytkownicy internetu. Padają żarty, które brzmią jak żywcem wzięte z Twittera, a kłótnie rodzinne przypominają telewizyjne debaty. To właśnie język sprawia, że satyra jest nam tak bliska – bo w Adamczewskich rozpoznajemy sąsiadów, znajomych, a czasem nawet samych siebie.
Po co nam takie lustro?
Drugi sezon „1670” udowadnia, że historia nie musi być poważna ani patetyczna. Może być krzywym zwierciadłem, w którym śmiejąc się z dawnych sarmatów, śmiejemy się tak naprawdę z własnych przywar.
Polityczne ambicje, rodzinne konflikty, pogoń za prestiżem, religia wpleciona w rodzinny interes, show zamiast treści – wszystko to jest dziś tak samo aktualne jak w XVII wieku. I to właśnie w tym tkwi siła serialu – mówi o nas, choć udaje, że mówi o przeszłości.