Powrót
Andrzej Bursa – kaskader (nie)pełny

Andrzej Bursa – kaskader (nie)pełny

Marta Regiewicz
Autorka tekstu
Marta Regiewicz
Adrianna Smug
Korektorka
Adrianna Smug
Instagram
Joanna Gonsior
Autorka grafik
Joanna Gonsior
Instagram
9 kwietnia 2026

Andrzej Bursa – kaskader (nie)pełny

Zamiast życiorysu. Kaskader (nie)pełny

Andrzej Bursa zaliczany jest do tzw. „kaskaderów literatury” – pisał tak o nim Jan Z. Brudnicki we wstępie do antologii: „Bursa, Wojaczek, Stachura, Poświatowska, Milczewski-Bruno. Co wymienieni poeci mają wspólnego? Nic. Są indywidualnościami. Właśnie na odrębności i wrażliwości zasadza się wartość ich twórczości. Potrafili i mieli odwagę być sobą, potęgować to, co odrębne”. Poetów przeklętych kojarzymy z tego, że nie tyle pisali o rzeczach mrożących, hulaszczych, czy brutalnych, ale i również sami takowe rzeczy przeżywali. Z Bursą jest… Inaczej. Proszę mnie nie zrozumieć źle – miał niesamowicie ciekawe życie. Jednak nie był to chlejący na umór Milczewski-Bruno, popełniający samobójstwo Hłasko, czy żyjąca swoją śmiercią Poświatowska. Skąd więc ten kaskader? Są to słowa Jerzego Harasymowicza, odnoszące się do niego samego, jak i do Bursy. Stwierdził on, że „poeta jest kaskaderem uczuć”. Jest to niezwykle trafne określenie, ponieważ Andrzej Bursa w czasie przełomu październikowego, jako pierwszy wypróbował niebezpieczne „figury”, a także ryzykowne tematy, które w późniejszych latach były przejmowane przez innych. 

Duży wpływ na jego twórczość oraz myślenie o życiu, w państwie totalitarnym, miała jego praca dziennikarska na łamach Dziennika Literackiego, gdzie normą było wysłanie go do mniejszych miejscowości, by opisywał rozwijający się tam dobrobyt dzięki działaniom partii (sic!). Bardzo chętnie przedstawiał absurdy własnej pracy i propagandy w swoich utworach. Istotną rolę pełni tutaj używanie języka kolokwialnego oraz wulgaryzmów w formie odpowiedzi na „inteligencki bełkot” partyjny. Ma to na celu wzmacnianie autentyczności podmiotu lirycznego, ponieważ poezją Bursa stara się przedstawić rzeczywistość taką, jaką jest, czyli nie socrealistyczną obłudą.

Sobota
Boże jaki miły wieczór
tyle wódki tyle piwa
a potem plątanina
w kulisach tego raju
między pluszową kotarą
a kuchnią za kratą
czułem jak wyzwalam się
od zbędnego nadmiaru energii
w którą wyposażyła mnie młodość
możliwe
że mógłbym użyć jej inaczej
np. napisać 4 reportaże
o perspektywach rozwoju małych miasteczek
ale
.......mam w dupie małe miasteczka
.......mam w dupie małe miasteczka
.......mam w dupie małe miasteczka

Dekonstrukcja wartości

Ciężko mi było wybrać tylko parę wierszy – przedstawienie kilkoma utworami całości kunsztu Andrzeja Bursy (który skacze z gracją między wieloma motywami i kierunkami) jest niemożliwe. Co ważne – nie jest on poetą tylko i wyłącznie antypartyjnym – takie zaszufladkowanie jest krzywdzące. Dlatego na przekór temu twierdzeniu przedstawiam mojego ulubionego Bursę – dokonstruatora wartości. 

Sylogizm prostacki

Za darmo nie dostaniesz nic ładnego
zachód słońca jest za darmo
a więc nie jest piękny
ale żeby rzygać w klozecie lokalu prima sorta
trzeba zapłacić za wódkę
ergo
klozet w tancbudzie jest piękny
a zachód słońca nie
a ja wam powiem że bujda
widziałem zachód słońca
i wychodek w nocnym lokalu
nie znajduję specjalnej różnicy

Święty Józef

wszystkich świętych katolickich
najbardziej lubię Józefa
bo to nie był żaden masochista
ani inny zboczeniec
tylko fachowiec
zawsze z tą siekierą
bez siekiery chyba się czuł
jakby miał ramię kalekie
i chociaż ciężko mu było
wychowywał Dzieciaka
o którym wiedział
ze nie jest jego synem
tylko Boga
albo kogo innego
a jak uciekali przed policją
nocą
w sztafażu nieludzkiej architektury Ramzesów
(stąd chyba policjantów nazywają faraonami)
niósł Dziecko
i najcięższy koszyk

Miłość

Tylko rób tak żeby nie było dziecka
tylko rób tak żeby nie było dziecka
To nie istniejące niemowlę
jest oczkiem w głowie naszej miłości
kupujemy mu wyprawki w aptekach
i w sklepikach z tytoniem
tudzież pocztówkami z perspektywą na góry i jeziora
w ogóle dbamy o niego bardziej niż jakby istniało
ale mimo to
...aaa
płacze nam ciągle i histeryzuje
wtedy trzeba mu opowiedzieć historyjkę
o precyzyjnych szczypcach
których dotknięcie nic nie boli
i nie zostawia śladu
wtedy się uspokaja
nie na długo
niestety.

W poezji Andrzeja Bursy można zaobserwować konsekwentne odromantycznianie życia: obnażanie fałszu idealizacji, podważanie tradycyjnych hierarchii wartości i pokazanie świata w jego brutalnym, często absurdalnym realizmie. Bursa dąży do odzierania rzeczywistości z maski – zamiast wzniosłości oferuje codzienność, a zamiast patosu – ironię. Maciej Szybist napisał o twórczości Bursy: „[…] tu nie chodziło o heroiczną mimikę, lecz o autentyczny rozrachunek z autentycznymi potrzebami człowieka, który chciałby, który musi wiedzieć, gdzie żyje oraz to, co i w jaki sposób z tego życia wyniknie”. Bursa przedstawia nam demitologizację filarów, na których nie tyle była budowana poezja, co całe systemy wartości – piękno, religia. miłość. Robi to jednak inaczej niż dekadent, który „głowę zawiesza niemy” – nie, Bursa jest głośny rozbiera je (wartości) z patosu, pozostawiając nam to, co sami wiemy oraz czego sami doświadczamy. Najprościej – pokazuje nam (swoją) prawdę. 

Nie tylko poeta ale i prozaik

Bursa, mimo że znany jest głównie ze swojej poezji, tworzył również utwory prozatorskie. Nie omieszkiwał jednak rezygnować w nich ze swojego charakterystycznego kąśliwego humoru. Świetnym przykładem jest Bajka, która idąc za swoim gatunkiem pozostawia morały, które były bardzo bliskie czasom Bursy – „[…] jeżeli się o ciebie nie upominają, to sam się nie wychylaj”. Czy też bardziej dobitnie: „[…] współpraca z władzą nie popłaca – przecież ta nawet już nie udaje, że chce dla ciebie dobrze”. Albo „[…] tylko głupi sam się kładzie pod stryczek” itd. Patrząc jednak szerzej – ten utwór jest o życiu w strachu i wiecznym oczekiwaniu na nieuniknione. Ważne – everyman – uniwersalność.

Bajka

Podpadł kiedyś cesarzowi, gdy ten miał zły humor.
Cesarz kazał go ściąć. Ale nie miał czasu.
Powiedział tylko:
- Niech się pan zgłasza co godzina w mojej
kancelarii i przypomina, że w najbliższym czasie
mam panu uciąć głowę.
Więc się zgłaszał. Najpierw to przeżywał.
Rozmyślał nad znikomością bytu i skrępowaniem
jednostki, zależnością od dzikich kaprysów tępego
kacyka. Ale potem się wdrożył.
Urzędnicy mieli z nim krzyż pański.
Roboty huk, interesanci słabną
w kolejce, a tu ten stale:
- Dzień dobry. Cesarz kazał przypomnieć,
że w najbliższym czasie ma mi uciąć głowę.
Do widzenia.
I tak co godzina.
Punktualnie dwie przed dwunastą
wypadał z kawiarni "Ministerialnej"
(w innych nie bywał), aby pośpiesznie
wygłosić swoja formułkę.
Co sobota o jedenastej w nocy, lekko
chwiejąc się na nogach po butelce
wychylonej w barze "Raj Ambasadora"
(w innych nie bywał), zjawiał się w kancelarii
i oświadczał bełkotliwie:
- Cesarz kazał przypomnieć...żeby...tego...tamm...
że w najbliższym czasie ma mi głowę uciąć.
O czwartej nad ranem zeskakiwał z pryczy,
rozstawionej w przedpokoju kancelarii (gdzie indziej
nie sypiał), i zaspanym głosem budził drzemiącego
sekretarza dyżurnego:
- Cesarz kazał mnie - itd.
Po dwudziestu latach natknął się kiedyś w kancelarii
na sędziwego już cesarza.
- A czego ten chce? - spytał cesarz.
- A on się tu zgłasza, że wasza Cesarska Mość
ma mu głowę uciąć - rzekł sekretarz.
- No to mu utnijcie - żachnął się cesarz.
No to mu ucięli.
Koniec bajki.

Kończąc

Bursa jest autorem, który nie dożył własnego debiutu, a jego dzieła zostają wydawane tylko i wyłącznie pośmiertnie – trzeba jednak podkreślić, że pojedyncze wiersze były publikowane jeszcze za życia (rozpoczął „Głosem w dyskusji o młodzieży w 1954 roku”). Nie chciał się kryć ze swoją poezją, miał planu publikacyjne. Mowa tutaj o pełnowymiarowym tomiku wierszy, który został odrzucony przez Wydawnictwo Literackie w Krakowie miesiąc przed śmiercią poety. Śmierć z żalu? Samobójstwo? Zniknięcie z niespełnienia? Bardzo łatwo było tworzyć legendy i niedopowiedzenia. W końcu często przy znajomych udawał, że wiesza się na sznurze. Prawda jest jednak prosta oraz dla niektórych rozczarowująca – zmarł w wieku 25 lat przez wrodzoną wadę aorty, niespodziewanie i szybko. Oczywiście możemy poetyzować mówiąc „serce mu pękło”, tylko czy on by to pochwalał? Wątpię, w końcu nie przepadał za patetyzmem, a my jednak chcemy być milsi niż pantofelki.