Powrót
„Bałtyk” – film, który pachnie dymem, morzem i wspomnieniami

„Bałtyk” – film, który pachnie dymem, morzem i wspomnieniami

Barbara Kuliga
Autorka tekstu
Barbara Kuliga
Instagram
Joanna Gonsior
Korektorka
Joanna Gonsior
Instagram
Barbara Kuliga
Autorka grafik
Barbara Kuliga
Instagram
11 marca 2026

Bałtyk - film, który pachnie dymem, morzem i wspomnieniami

Sama nazwa Bałtyk powoduje, że w mojej głowie otwierają się zakamarki wspomnień związanych z tym miejscem. Chłodny wiatr, mokry piasek, który przykleja się do stóp, mewy latające nad głowami i słowa „KUKURYDZA! ORZESZKI W KARMELU! LODY!”. To miejsce kojarzy mi się także z dziecięcą beztroską i wakacjami, które zawsze były za krótkie. Tyle, że film Igi Lis o tym tytule, nie jest pocztówką z wyjazdu, czy reklamą nadmorskiego kurortu. Jest to raczej spektakl, który opowiada intymną historię człowieka. Przeplata się to z krajobrazem, który każdy z nas zna, ale odkrywa go na nowo. Nie jest to dokument a krótka przeprawa przez odmęty wspomnień.

W centrum filmu znajduje się Łeba - miasteczko, które w sezonie tętni życiem przez odwiedziny turystów, ale poza nim - zapada w sen. Od danego sezonu zależy, czy będzie on beztroski, czy pełen obaw i utożsamiany z koszmarem. Nierozerwalnie z tym miejscem związana jest główna bohaterka - Pani Miecia. Prowadzi ona swoją wędzarnię ryb, która znajduje się w porcie. 

Wędzarnia u Mieci jest miejscem niezwykłym, co ukazuje w obrazach Iga Lis. Nie jest to tylko kolejna przestrzeń,  gdzie można zakupić ryby, ale również porozmawiać z wyjątkowymi ludźmi, zjeść świeżą rybę i poczuć bałtycką aurę. Miecia włożyła i nadal wkłada całe serce w to miejsce. Uważam, że coraz rzadziej można spotkać ludzi aż tak zaangażowanych w swoją działalność.

Oprócz głównej bohaterki, możemy poznać historię osób, które towarzyszą jej w życiu - rodzinę, przyjaciół i pracowników. Jak sama Miecia wspomina - w jej wędzarni nie ma szefa, tylko wszyscy są równi i powinni się skupić na wspólnym celu. Takie podejście jest niebanalne i jak widać na filmie - może przynieść dużo zysków. 

Kadry autorstwa Kacpra Gawrona przypominają obrazy malowane światłem. Kamera nie goni za chwilą, lecz pozwala jej trwać – widać w nich spokojną uważność zamiast pośpiechu. Bałtyk nie jawi się tu jako pocztówka z wakacji, lecz jako przestrzeń skupienia, niemal medytacyjna. Fale stają się symbolem odejść i powrotów, które dokonują się poza naszą wolą. Towarzysząca obrazom muzyka Bartosza Kruczyńskiego nie wysuwa się na pierwszy plan – jest jak delikatny oddech krajobrazu podkreślający to, co niewidoczne.

Iga, przez cudowne obrazy, wprowadza nas do świata Mieci w taki sposób, że możemy poczuć się, jakbyśmy byli przy wszystkich tych sytuacjach - zabawnych, ale też trudnych. Nie można zapominać o cieniu, który przewija się przez tę historię. Choroba, przemijanie, pytanie o to, co stanie się dalej. Wędzarnia nie jest tylko miejscem pracy – jest tożsamością. A gdy ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa, cały świat zaczyna chwiać się razem z nim. Lis nie ucieka od tej prawdy, ale nie staje się ona całością, która pochłania wszystko. Raczej stawia przed widzem subtelne pytanie: Co zostaje, gdy zniknie to, co definiowało nas przez całe życie?

Wbrew pozorom Bałtyk nie jest filmem nostalgii. To raczej film zatrzymania. Zmusza, by spojrzeć na to, co przyziemne, jak na skarb. Pokazuje, że największe opowieści rodzą się nie w wielkich czynach, ale w drobnych gestach powtarzanych dzień po dniu. Oznacza to, że możemy bardziej doceniać to, co mamy. Powinniśmy spojrzeć na otaczających nas ludzi z większym uznaniem.

Była to uczta dla moich zmysłów, ponieważ przez większość życia wakacje spędzam z dziadkami właśnie w Łebie. Nieraz oczy mi się zaszkliły, gdy powróciły cudowne wspomnienia z tego czasu. Jest to miejsce, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, a przede wszystkim – zobaczy, jak wygląda życie nad morzem. Zawsze można porozmawiać z ludźmi, którzy właśnie tam zajmują się turystyką. Ich odpowiedzi mogą nas zaskoczyć.

Jest to film, który zdecydowanie należy oglądać bardziej sercem, niż oczami. Myślę, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Może będzie to poszukiwana odpowiedź na istotne dla niego pytanie?

„Bałtyk” – film, który pachnie dymem, morzem i wspomnieniami – Zaparzone Rozmowy