Powrót
Czy Michael Scott przetrwałby erę cancel culture?

Czy Michael Scott przetrwałby erę cancel culture?

Czy gdyby przenieść Michaela Scotta do współczesnego świata, w którym każde słowo może zostać nagrane, wyrwane z kontekstu i opublikowane w mediach społecznościowych, to przetrwałby erę cancel culture? Czy może jego kariera zakończyłaby się szybciej, niż zdążyłby powiedzieć „that’s what she said”?

Julia Kokoc
Autorka tekstu
Julia Kokoc
Emilia Kwiatkowska
Korektorka
Emilia Kwiatkowska
Wiktoria Hyla
Autorka grafik
Wiktoria Hyla
27 października 2026

Czy Michael Scott przetrwałby erę cancel culture?

Michael Scott, regionalny menedżer oddziału firmy papierniczej Dunder Mifflin w Scranton, to bez wątpienia jedna z najbardziej niezręcznych postaci w historii telewizji. Bohater amerykańskiej wersji serialu The Office chciałby być przede wszystkim lubiany, zabawny i postrzegany jako dusza towarzystwa. Problem polega na tym, że jego poczucie humoru, potrzeba bycia w centrum uwagi i całkowity brak wyczucia społecznego regularnie prowadzą do sytuacji, w których widzowie nie wiedzą, czy powinni się śmiać, czy raczej zasłonić oczy z zażenowania. 

Podstawowym problemem Michaela nie jest jego zła wola, lecz połączenie niewiedzy, egocentryzmu i desperackiej potrzeby akceptacji. Chce on uchodzić za osobę otwartą, tolerancyjną i zabawną, ale jego zachowanie niestety często świadczy o czymś zupełnie przeciwnym. Żarty dotyczące rasy, płci, orientacji seksualnej czy niepełnosprawności są dla niego sposobem na rozładowanie napięcia i zdobycie uwagi. Nie rozumie jednak, że to, co w jego przekonaniu jest niewinnym dowcipem, może być dla innych obraźliwe lub nawet upokarzające.

Pojęcie cancel culture odnosi się do zjawiska publicznego potępiania osób za ich wypowiedzi lub zachowania, często połączonego z próbami pociągnięcia ich do odpowiedzialności zawodowej czy społecznej. W praktyce zjawisko to przybiera różne formy: od uzasadnionej krytyki po przesadzone reakcje, w których nie pozostawia się miejsca na wyjaśnienia ani zmianę postawy. W przypadku Michaela trudno byłoby jednak argumentować, że wszystkie jego problemy wynikałyby wyłącznie z nadmiernej wrażliwości współczesnego społeczeństwa. Wiele jego zachowań już w realiach serialu spotyka się z dezaprobatą współpracowników. Różnica polegałaby przede wszystkim na skali reakcji – to, co w Scranton pozostaje niezręczną sceną podczas zebrania, dziś mogłoby zostać obejrzane przez miliony osób. Doskonale pokazuje to jeden z pierwszych odcinków, „Diversity Day”, w którym pracownicy Dunder Mifflin uczestniczą w szkoleniu dotyczącym różnorodności. Michael, zamiast potraktować temat poważnie, postanawia zademonstrować własne podejście do tolerancji. W rezultacie tworzy sytuację, która jest nie tylko niezręczna, ale również pokazuje, jak niewiele bohater rozumie z zasad, które rzekomo popiera. Co gorsza, Michael ma wyjątkową zdolność do pogarszania własnej sytuacji – kiedy ktoś zwraca mu uwagę, rzadko przyjmuje krytykę ze spokojem. Zamiast przeprosić i zastanowić się nad swoim zachowaniem, często próbuje obrócić sytuację w żart, usprawiedliwia się albo skupia na tym, jak sam został potraktowany. Wyobraźmy sobie, że po kontrowersyjnej wypowiedzi Michael publikuje oświadczenie, w którym zapewnia, że wszyscy źle go zrozumieli, a następnie organizuje konferencję prasową, podczas której sam odgrywa kilka ról, aby udowodnić, że nie jest uprzedzony. Brzmi absurdalnie? Oczywiście. Brzmi jak coś, co Michael mógłby zrobić? Niestety, również. 

Warto zauważyć, że Michael nie funkcjonuje w serialu w całkowitej próżni społecznej. Pracownicy Dunder Mifflin regularnie reagują na zachowanie swojego szefa, przewracają oczami, krytykują go i próbują powstrzymać przed kolejnymi katastrofami. Jim często komentuje jego wybryki spojrzeniem skierowanym w stronę kamery, Pam próbuje łagodzić napięcia, a Toby Flenderson, przedstawiciel działu HR, staje się dla Michaela uosobieniem wszystkiego, czego ten nie znosi. Relacja Michaela z Tobym jest zresztą szczególnie interesująca w kontekście cancel culture. Toby reprezentuje instytucję, która powinna dbać o przestrzeganie zasad i bezpieczeństwo pracowników. Michael traktuje go jednak jak osobistego wroga, ponieważ postrzega wszelkie ograniczenia jako zamach na własną swobodę. 

Choć Michael często postępuje niewłaściwie, nie jest przedstawiony jako człowiek pozbawiony uczuć czy zdolności do tworzenia autentycznych więzi. Przeciwnie, jego największą słabością jest ogromna potrzeba bliskości i akceptacji. Michael chce, żeby pracownicy byli dla niego rodziną i nie traktowali go jak przełożonego. Właśnie dlatego tak często przekracza granice: próbuje skrócić dystans za pomocą żartów, nawet wtedy, gdy nie rozumie, że druga osoba nie ma ochoty uczestniczyć w jego przedstawieniu.

Czy Michael Scott przetrwałby erę cancel culture? Prawdopodobnie nie obyłoby się bez poważnego kryzysu wizerunkowego czy nawet utraty stanowiska. Jedna kontrowersja mogłaby stać się dla niego lekcją, ale seria podobnych incydentów, połączona z nieumiejętnością przyjmowania krytyki, byłaby znacznie trudniejsza do obrony. Jeśli Michael rzeczywiście trafiłby na języki rozwścieczonych internautów, Jim zapewne zdążyłby już stworzyć kilka żartów, Dwight rozpocząłby starania o przejęcie jego stanowiska, a Toby po raz kolejny próbowałby wyjaśnić, dlaczego sytuacja wcale nie jest zabawna. Sam Michael prawdopodobnie spojrzałby w kamerę, przekonany, że padł ofiarą niezrozumienia.

Źródła:

https://managerkultury.pl/czym-jest-zjawisko-cancel-culture/