Powrót
Jarosław Borszewicz – „Mroki”

Jarosław Borszewicz – „Mroki”

„Odezwij się czasem. Ciekawa jestem, gdzie i z kim teraz umierasz…”, czyli krótka podróż po „Mrokach” Borszewicza.

Barbara Kuliga
Autorka tekstu
Barbara Kuliga
Instagram
Magdalena Widuch
Korektorka
Magdalena Widuch
Instagram
Barbara Kuliga
Autorka grafik
Barbara Kuliga
Instagram
13 kwietnia 2026

Jarosław Borszewicz – Mroki

Jarosław Borszewicz urodził się 26 września 1956 roku, a zmarł 1 czerwca 2016 roku. Był poetą, pisarzem, dziennikarzem, ale także nauczycielem. Kształcił się w Studium Scenariuszowym w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi oraz w Międzynarodowym Studium Dziennikarskim w Poznaniu. Następnie związał się z sektorem szkolnictwa wyższego. Karierę na uczelniach niepublicznych rozpoczął jako wykładowca, by z czasem objąć stanowisko dyrektora programowego na kierunkach dziennikarskich (m.in. w Międzynarodowym Studium Dziennikarskim w Katowicach). 

Na prośbę czytelników wydawnictwo Iskry wznowiło Mroki w 2015 roku, wzbogacając je o dodatkowe treści względem wydania z 1983 roku. Autor stworzył kontynuację Mroków, roboczo nazwaną Mroki II, której tytuł ostatecznie zmieniono na Pomroki. Maszynopis dotarł do wydawnictwa na dwa tygodnie przed śmiercią autora.

Twórczość:

  • Zezwowaty duet, 1981;

  • Mroki, 1983;

  • Jak ładnie pachniesz Łaseczkiem, 2010;

  • Mroki, 2015;

  • Zezowaty duet i nowe wiersze, 2016;

  • Pomroki, 2016.

Borszewicz o sobie napisał w Mrokach następująco:

Po raz pierwszy urodziłem się jesienią 1956 roku.
Drugi raz przyszedłem na świat w czerwcu 1978 roku, gdy wygrałem konkurs na najlepszy debiut roku („Debiuty ʼ78”).


Po raz trzeci urodziłem się w czerwcu 1980 roku, gdy po pijanemu zdałem konkursowe egzaminy
i dostałem się do Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, po czym – już po trzeźwemu – zakochałem się z wzajemnością w najpiękniejszej dziewczynie w historii Szkoły Filmowej.


Czwarty raz narodziłem się w poniedziałek 14 grudnia 1981 roku – w pierwszym roboczym dniu stanu wojennego – gdy z Wydawnictwa Łódzkiego odebrałem sygnalny egzemplarz debiutanckiego tomiku pt. Zezowaty duet. Do dziś pamiętam jakież małe i bezbronne wobec moich wierszy wydawały mi się tego dnia mijające mnie czołgi.


Po raz piąty urodziłem się w roku 1985, gdy uzyskałem niepodważalny dowód na to, że Boga nie ma.
Szósty raz urodziłem się w roku 1987, gdy uzyskałem niepodważalny dowód na to, że Bóg istnieje.
Po raz siódmy narodziłem się w roku 1998, gdy sprzedałem swój pięćdziesiąty scenariusz filmowy oraz zdobyłem setną nagrodę za swoje filmowe i literackie pisiu-pisiu i zafundowałem sobie piętnastoletni urlop od literatury.


Ósmy raz urodzę się w 2015 roku, gdy moja debiutancka powieść (a właściwie poezjowieść lub powieściozja) pt. Mroki ukaże się w takiej formie, w jakiej – z różnych względów – nie mogła objawić się w roku 1983*.

Mroki stanowią utwór, który trudno przyporządkować do konkretnego gatunku. Wynika to z obecności zarówno elementów lirycznych, jak i epickich. Główny bohater – Zezowaty Duet – jest przesiąknięty lękiem dotyczącym śmierci. Ma to ścisły związek z konstrukcją utworu, który ma charakter fragmentaryczny. Jednocześnie całość pozostaje spójna – ukazując chaos, który wytworzył się w umyśle postaci.

Język książki Borszewicza obfituje w liczne wieloznaczności, niedopowiedzenia, symbole czy przemilczenia. Wszystko to buduje obraz mrocznego świata, w którym na czytelnika na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo. Autor kreuje język przesiąknięty smutkiem, który nie jest jednak ciężki ani agresywny. Dominuje w nim rezygnacja podszyta ironią. To właśnie język staje się głównym narzędziem do opisu samotności – jest intymny, cichy i jednocześnie bardzo bezpośredni. 

Tytuł stanowi pojęcie-klucz, ponieważ otwiera on drzwi do świata tworzonego przez Borszewicza. Pomimo że „mrok” kojarzy się z nocą, w tym kontekście ma on znacznie szersze znaczenie – nabiera wymiaru egzystencjalnego i niemal metafizycznego. Według mnie Borszewiczowski „mrok” wiąże się z kondycją ludzką, która polega na tym, że każdy człowiek nosi go w sobie. Stanowi on swoisty synonim ludzkiej duszy – skomplikowanej, niejasnej, często pełnej lęków. Tytuł może stanowić sugestię, że w momencie zagłębiania się w głąb siebie człowiek skazany jest na błądzenie w ciemności. Liczba mnoga również nie jest przypadkowa – może symbolizować fakt, że każdy człowiek ma swoje własne „mroki”, z którymi musi walczyć: choroby, lęki, niespełnione pragnienia i inne.

W Mrokach ważną rolę odgrywa miłość, która daleka jest od romantycznego jej pojmowania. Związana jest z tragizmem, lękiem i metafizyką, ponieważ w oczach Borszewicza kochać oznacza przede wszystkim wspólnie chorować na istnienie. To właśnie miłość staje się jedyną siłą zdolną rozświetlić tytułowe „mroki”, a jednocześnie źródłem największego cierpienia. Zezowaty Duet kocha w sposób rozpaczliwy, obawiając się, że każda chwila bliskości może być tą ostatnią. W tym utworze miłość nie jest relacją idealnych kochanków, lecz bardziej swoistym spotkaniem dwóch osamotnionych i zagubionych dusz. U Borszewicza miłość i śmierć są ze sobą nierozerwalnie splecione. Kochać oznacza patrzeć na przemijanie drugiej osoby i godzić się z tym, że kiedyś pozostanie po niej tylko pustka. Miłość stanowi formę pożegnania, które trwa przez całe życie.

Humor uosabia mechanizm „śmiechu przez łzy”, stanowiąc formę przetrwania. Jest on autentycznym sposobem na wyrażenie szczerości, pozwalając bohaterom oswoić traumę, chorobę i ostateczność. Poprzez odarcie z patosu cierpienia i sprowadzenie wielkich dramatów do poziomu banalnej codzienności, Borszewicz tworzy dystans, który okazuje się niezbędny do zachowania godności. Ma on służyć rozładowaniu napięcia, które wytwarza się u czytelnika podczas lektury treści poruszających trudne tematy.

Utwór dotyka także tematu wiary, który jest daleki od religijnego dogmatu czy kościelnej obrzędowości. Pokazana jest niezwykle trudna i pełna paradoksów relacja z wyższym bytem. Bóg jawi się jako zmęczony artysta, partner do kłótni lub milczący świadek cierpienia. Wiara nie polega tu na wielbieniu potęgi Stwórcy, lecz na próbie zrozumienia, dlaczego dopuścił On taką dawkę smutku oraz tytułowego „mroku” w życiu ludzi. Pomimo że nie przynosi ona łatwego pocieszenia ani odpowiedzi na pytania ostateczne, stanowi formę uporczywego i metafizycznego buntu, wyrażonego w postaci „modlitwy” jako monologu. Podobnie jak miłość i humor, jest kolejną próbą oswojenia tytułowych „mroków”, gdzie granica między sacrum a profanum zaciera się w imię autentyczności ludzkiego doświadczenia. 

W dobie współczesnego kultu perfekcji Mroki pozostają niezwykle aktualnym manifestem prawa do słabości, „niedokończenia” i smutku. Ich znaczenie wykracza poza ramy literackie – stają się one duchowym towarzyszem dla każdego, kto w prostocie słowa szuka autentyczności i odwagi do zmierzenia się z własną, wewnętrzną ciemnością. Stanowią intymny zapis kondycji człowieka nadwrażliwego, który musi się zmierzyć z otaczającym go światem. To utwór, który udowadnia, że najgłośniej o sprawach ostatecznych mówi się szeptem.

Cytaty z Mroków

„Boję się pamięci o tych wszystkich ludziach, z któremu coś mnie łączyło, a z którymi rozdzieliło mnie milczenie”.

„Popsuć da się wszystko, ale nie wszystko da się naprawić. Na tym polega przewaga zła nad dobrem”.

„Odezwij się czasem. Ciekawa jestem, gdzie i z kim teraz umierasz…”.

„Noc jest tą porą, kiedy myśli wszystkich ludzi spotykają się, więc może jesteśmy teraz razem?”

„I może to paradoks, ale bardzo mało jest ludzi, którzy zdają sobie sprawę, że już zaczęli żyć”.

„Dzieciństwo kończy się wtedy, gdy po pierwszy uświadamiasz sobie śmierć. Śmierć w ogóle i tę swoją. Po takim czymś już nigdy nie można być dzieckiem”.

„Tylko przy tobie mogę leżeć w drewnianym łóżku i nie myśleć: jakież ono podobne do trumny”.

„Śmierć to słońce, które mówi: dobranoc”.

„Boję się siebie, którego nie znam”.

„Pamiętaj też, że wielka miłość zaczyna się dopiero wtedy, gdy się kończy”.

„Pierwszy raz chciałem skończyć ze sobą, gdy spełniły mi się wszystkie marzenia”.

Przypisy

*J. Borszewicz, Mroki, Warszawa, 2015, s. .