
Kultura w wolnym obiegu, czyli dlaczego każdy może wydać „Chłopów”
Kultura w wolnym obiegu, czyli dlaczego każdy może wydać Chłopów
Fundamentem każdego społeczeństwa jest jego kultura. Bez tożsamości kulturowej nie czulibyśmy więzi narodowej czy historycznej i stracilibyśmy to, co łączy nas z naszymi przodkami. Przez tożsamość kulturową czujemy także związek z innymi narodami.
Jednym z mechanizmów służących zapewnieniu szerokiego dostępu do dóbr kultury jest instytucja domeny publicznej. Dzieło znajdujące się w domenie publicznej to utwór, do którego wygasły autorskie prawa majątkowe albo taki, który nigdy nie znajdował się pod ochroną prawnoautorską. Należy rozróżnić dwa rodzaje praw autorskich, aby móc zgłębić temat domeny publicznej: majątkowe i osobiste.
Autorskie prawa osobiste chronią więź twórcy z jego utworem, która jest podstawowym i nadrzędnym dobrem. Art. 16 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej: prawo autorskie) wskazuje, że do autorskich praw osobistych należą m.in. prawo do autorstwa utworu, możliwość oznaczenia go nazwiskiem lub pseudonimem twórcy albo zachowania anonimowości, a także prawo do ochrony jego treści i formy oraz do rzetelnego korzystania z utworu. Twórca ma również prawo zdecydować o pierwszym publicznym udostępnieniu utworu oraz sprawować nadzór nad sposobem, w jaki jest on wykorzystywany. Autorskie prawa osobiste są nieograniczone w czasie, a także niezbywalne i niepodlegające zrzeczeniu – przysługują więc wyłącznie twórcy.
Z kolei autorskie prawa majątkowe obejmują prawo do korzystania z utworu, decydowania o sposobie jego wykorzystania na poszczególnych polach eksploatacji oraz do uzyskania wynagrodzenia za korzystanie z utworu (patrz: art. 17 prawa autorskiego). Natomiast są one zbywalne – twórca może więc je odpłatnie lub nieodpłatnie przenieść na inne podmioty czy udzielać na nie licencji. Są one również ograniczone w czasie. W Polsce zgodnie z art. 36 prawa autorskiego bezpowrotnie wygasają one po upływie 70 lat po śmierci twórcy albo ostatniego ze współtwórców, po czym wchodzą do tzw. domeny publicznej.
Nie oznacza to natomiast, że z takiego utworu można korzystać w dowolny sposób – w dalszym ciągu pozostaje kwestia autorskich praw osobistych. Jak już wspomniałem wyżej, przysługują one wyłącznie twórcy i są niezbywalne, a tym samym także bezwzględnie niedziedziczne. Zgodnie z art. 78 ust. 2 i 3 prawa autorskiego określeni członkowie najbliższej rodziny mają prawo do wykonywania autorskich praw osobistych twórcy oraz do wytoczenia powództwa przeciwko osobom, które te prawa naruszają.
Chcąc więc wydać chociażby Chłopów Reymonta nie trzeba pytać nikogo o zgodę, płacić za licencję czy odprowadzać tantiem. Absolutnie nie można natomiast chociażby pozbawiać takiego wydania oznaczenia autorstwa utworu lub ingerować w jego treść.
Natomiast pułapką, w którą łatwo wpaść jest paradoksalnie potencjalne naruszenie praw autorskich przysługujących innej osobie niż twórcy-nieboszczykowi. Książki często opatrzone są przedmowami, krytycznymi analizami czy przypisom redakcji albo tłumacza. Często można je spotkać w tekstach pisanych językiem niewspółczesnym lub opatrzonymi regionalizmami, czy słowami obcojęzycznymi. Jeżeli takie „wstawki” wypełniają również przesłanki utworu określone w prawie autorskim, to one także podlegają ochronie prawnoautorskiej.
Warto także uważać przy utworach oryginalnie obcojęzycznych, które zostały przetłumaczone na język polski. Według art. 2 ust. 1 prawa autorskiego tłumaczenie jest traktowane jako opracowanie, czyli tzw. utwór zależny. Efekt pracy tłumacza również podlega ochronie, a co za tym idzie swobodne korzystanie z niego także jest uzależnione od jego „przejścia” do domeny publicznej. Klasycznym przykładem utworu obcojęzycznego, którego tłumaczenie bez przeszkód można samodzielnie wydrukować, oprawić i sprzedać jest Ojciec Goriot, jako że zarówno Balzac, jak i Boy-Żeleński zmarli ponad 70 lat temu – kolejno w 1850 oraz 1941 roku.
Interesującym przypadkiem, który może stanowić przedmiot analizy to powieść Fiodora Dostojewskiego Bracia Karamazow. Historia tłumaczenia tego dzieła na język polski jest dobrze znana osobom zainteresowanym prozą rosyjską, ponieważ stanowi jeden z najbardziej wyrazistych przykładów tego, jak znacząco może różnić się tłumaczenie uznawane za „dobre” od tłumaczenia „złego”. Sam twórca zmarł w 1881 roku – majątkowe prawa autorskie do oryginału nie stanowią więc przeszkody. Problem zaczyna się przy tłumaczeniu dzieła. W domenie publicznej znajduje się jedynie obarczone złą sławą tłumaczenie Barbary Beaupré z 1913 roku, która usunęła z dzieła najważniejsze fragmenty, „odchudzając” powieść m.in. o jej najważniejszy rozdział – Wielkiego Inkwizytora. Tłumaczka zmarła w 1938 roku, a z jej przekładu można korzystać od 2008 roku. Autorskie prawa majątkowe do wszystkich innych, w tym tłumaczeń bardziej wiernych oryginałowi, w dalszym ciągu pozostają aktywne i pod ochroną.
Żeby móc „bezpłatnie” wydać Braci Karamazow, bez wzbudzania przesadnego zjawiska autora przewracającego się w grobie, należy poczekać jeszcze parę lat – przynajmniej do wygaśnięcia autorskich praw majątkowych do tłumaczenia Aleksandra Wata, zmarłego w 1968 roku, które jednak (subiektywnie) samo w sobie również nie jest najlepsze z dostępnych na rynku.
Instytucja domeny publicznej pozwala na „wyważenie” interesu społeczeństwa oraz wydawcy, twórcy i jego rodziny. Gdyby nie czasowe ograniczenie obowiązywania autorskich praw majątkowych, dostęp do wielu dzieł o szczególnym znaczeniu byłby znacznie utrudniony. Obowiązujący stan prawny pozwala natomiast na swobodne korzystanie z dorobku literatury oraz najważniejszych dzieł sztuki.
Bibliografia:
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 roku (Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83)
J. Sieńczyło-Chlabicz (red.) Prawo własności intelektualnej. Teoria i praktyka, Wolters Kluwer, Warszawa 2021
K. Rozwadowska Przekład i władza. Polskie tłumaczenia Braci Karamazow Fiodora Dostojewskiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2018
Autor tekstu: Mikołaj Olszewski