
O matkach przedwiecznych i tych dzisiejszych
Prezentujemy garść mniej lub bardziej potrzebnych informacji o kulturowym rozumieniu matek i macierzyństwa. Przeglądu dokonujemy od wczesnego paleolitu po dziś dzień.
O matkach przedwiecznych i tych dzisiejszych
Choć każdy z nas jest piękny i niepowtarzalny, w życiu i tak dajemy się czasem złapać w lepkie łapki przeróżnych ról społecznych. Wplątujemy się w nie sami lub decyduje o nich przypadek. Jestem nauczycielką, ale także córką, wnuczką, siostrą, przyjaciółką… i tak dalej. Dziś, 26 maja, wszyscy pochylamy się nad wyjątkowym przykładem takiej roli: rolą matki.
Nim jednak przejdziemy do meritum, drogi czytelniku, chciałabym coś Ci pokazać. Przyjrzyj się, proszę, tej figurce:
(Wenus z Willendorfu, Google Images)
To jedna z moich ulubionych rzeźb. Nosi dumne imię Wenus z Willendorfu i, jak być może już zdążyłeś zauważyć, przedstawia dość wymownie zarysowaną postać kobiecą. Na co zwracasz uwagę w pierwszej kolejności? Mnie silnie rzucają się w oczy zaokrąglone biodra
i duże piersi. Widowiskowa jest także szałowa fryzura z warkoczyków, a po chwili pilnego studiowania możemy zauważyć również wyeksponowane genitalia. Na początku XX wieku odnaleziono tę Wenus w Austrii, ale, jak twierdzi National Geographic, istnieją przypuszczenia, że powstała gdzieś na terytorium dzisiejszych Włoszech lub Ukrainy. Liczy sobie w każdym razie ponad 30 tysięcy lat, pochodzi z czasu paleolitu. Ma zaledwie 11 centymetrów wysokości i miała być pokryta czerwoną farbą (prawdopodobnie ochrą), która zeszła z niej całkowicie podczas próby oczyszczenia. Ma wiele sióstr, wszystkie okrzyknięte tym samym imieniem i w pewien sposób podobne do siebie – o wydatnych kształtach, odsłoniętych okolicach intymnych. Wiele je jednak dzieli, między innymi materiał (podobne rzeźbiono też w drewnie i kości), ale i typy sylwetek. Takie figurki rozprzestrzeniły się w erze kamienia łupanego po całej Europie.
Nie można na pewno stwierdzić, do czego miały służyć, natomiast skupienie na korpusie, drogach rodnych i piersiach może prowadzić nasze dociekania w kierunku interpretacji, traktującej o przedstawieniu płodności i dobrobytu. Niektórzy skłaniają się nawet ku stwierdzeniu, że ta konkretna Wenus miałaby przedstawiać ogólny i pozbawiony twarz symbol macierzyństwa. Być może jakaś matka nosiła ją przy sobie jako amulet? A może stanowiła przedmiot kultowy? Narzędzie potrzebne do przeprowadzenia dającego płodność rytuału? Dla człowieka paleolitu liczyło się przetrwanie i przedłużenie linii plemienia – do tego zadania niezbędna pozostawała matka, nie jest więc wykluczone, że te kręcące się wokół niej interpretacje mają solidne prawo bytu.
Macierzyństwo, nacechowane mocą tworzenia, ma w sobie coś szalenie boskiego. Być może stąd w każdej mitologii jakaś patronka matek: Demeter, Mokosz… długo by je wszystkie wymieniać. W hinduizmie uosabiająca kobiecą energię bogini często także występuje w postaci matki. Ten fundamentalny aspekt macierzyństwa nazywa się Hindu Mata. Hinduskie boginie-matki odnoszą się nie tylko do biologicznego rodzicielstwa, ale przede wszystkim do kreatywności, sztuki tworzenia rzeczywistości i siły zdolnej podtrzymywać ją w równowadze. Shakti to tu pierwotna matczyna energia wszechświata, a poza nią mamy również mnóstwo bóstw, z których warto wymienić choćby Saptamatrikę (czyli grupę siedmiu boskich matek), na którą składają się: Brahmani, Wajszanawi, Maheswari, Indrani, Kaumari, Warahi, Czamunda. Wszystkie one są niejako odpowiednikami bóstw męskich, takich jak Shiva czy Brahma. Jako matka personifikuje się również Ziemia i przyjmuje postać Prithwi Maty, tworząca parę z Djausem, panem Nieba. To uniwersalni boscy rodzice, najstarsi, którzy występują we Wedach.
Symbol Bogini Matki to z resztą prawdopodobnie najstarszy obiekt kultu – jej wizerunek razem z wieloma podobnymi, przedstawiającymi prawdopodobnie tę samą postać, odnaleziono w Çatalhüyük (Anatolia, centralna Turcja). W pewien sposób przypomina Wenus z Willendorfu: ma równie obfite, kobiece kształty, znajdują się na niej ślady czerwonego barwnika. Spójrz zresztą:
(Siedząca kobieta z Çatalhüyük, zdjęcie pochodzi z serwisu ifem.pl)
Powstała prawdopodobnie około 8 tysięcy lat temu i stanowi symbol życia oraz płodności. Ta pani Nieba i Ziemi siedzi na tronie, a przedramiona odkłada na grzbiety lwów – symbol władzy i królewskości. Nie wszyscy naukowcy zgadzają się co do tego, że stanowi jakąś uniwersalną patronkę kobiet, niemniej pierwotny kult podobnych postaci zdaje się rozszerzać nie tylko na resztę terytorium dzisiejszej Turcji, ale i przeróżne miejsca na całym globie. Kobiety z Anatolii dalej widzą w niej archetyp matki, dobra i miłości.
Być może te opisy brzmią znajomo, co jest prawdopodobnie słusznym tropem. Podobne wartości uosabia sobą Maryja, matka Jezusa Chrystusa, której, co prawda, nie wyniesiono do rangi bogini, ale która stanowi ogromną i niemożliwą do zastąpienia część boskiego planu zbawienia ludzkości. Jest zresztą szeroko przez chrześcijan (a zwłaszcza katolików) wysławiana, a siłę kultu maryjnego widać mocno teraz, w maju. Ujmuje mnie w tym wszystkim zwłaszcza często realizowany przez katolików pomysł nazywania Maryi… mamą!
Celebrujemy dziś matki. Wszystkie. Te, które urodziły dziecko siłą natury, te, które potrzebowały jakiejkolwiek formy medycznego wsparcia. Te, które już potomstwo odchowały i te, które wciąż są z nim w tej pięknej wychowawczej podróży. Te, które być może musiały z różnych przyczyn pożegnać swoją latorośl. Te, które nikogo nie urodziły, ale zostały mamami na medal dla dzieci adoptowanych. Te, które potrafiły zszyć rodzinny patchwork – choćbyśmy się wzdrygali, słysząc słowo „macocha”. Jesteście świetne.
Uwielbiam rozmawiać o kobietach i kobiecości. Niektóre pomysły na naszą dzisiejszą rozmowę, czytelniku, przychodziły mi do głowy podczas takich właśnie rozprawek z przyjaciółkami. Zapadła mi w pamięć zwłaszcza jedna z nich i uświadomiła, że nigdy do końca nie uwolnię się od rewelacyjnej piosenki labour Paris Palomy, często używanej przez twórców na TikToku do tworzenia treści o nacechowaniu feministycznym. Pamiętam dobrze trend, w którym do refrenu edytowano sceny z różnych filmów i seriali, a nawet pokazywane w telewizji prawdziwe wydarzenia – wszystkie łączył motyw kobiety biegnącej lub uciekającej przed niebezpieczeństwem. Towarzyszył im podpis: run like a girl. Biegnij jak dziewczyna. Tekst, którego od lat używa się, by zawstydzić mniej sprawnych fizycznie chłopców* przekuto w przekaz o sile i wytrwałości kobiet. Po pewnym czasie, jak uświadomiła mi przyjaciółka**, powstała swoista odnoga tego trendu: run like a mother. Biegnij jak matka. W tym wypadku: jak matka, która musi ochronić swoje dziecko. Każda ukazana tu kobieta, niezależnie od swojego usposobienia, przybiera postać wojowniczki, lwicy.
Ta rola obrończyni przypomina mi o innym „medialnym” wykorzystaniu podobnych wizerunków matek. Było swego czasu głośno o tym, by popularyzować wśród dzieci wołanie „mamo!” zamiast „pomocy!”, jeżeli spotka je jakaś groźna sytuacja. Na to drugie nie każdy zareaguje, ktoś może nawet wytłumaczy się, twierdząc, iż „myślał, że ktoś robi sobie żarty”. Z kolei jakaś matka zawsze pobiegnie do opuszczonego dziecka, nawet jeżeli nie jest to jej pociecha. Tak przynajmniej twierdzą twórcy internetowi.
Być może należałoby też trochę powiedzieć na temat tego, jak w praktyce wygląda polski Dzień Matki. W wielu miejscach na świecie (np. na Litwie) wypada on faktycznie w maju, miesiącu poświęconym macierzyństwu i Matce Bożej, ale tylko w naszym kraju pod koniec, dokładnie 26. Pierwszy raz odbył się w Krakowie w roku 1914, a jego idea, jak w przypadku większości globu, ma swój początek jeszcze w starożytnych obchodach ku czci bogiń-matek, o których zdążyliśmy już porozmawiać. Współczesne święto wzoruje się na pomyśle amerykańskim, który po śmierci matki wprowadziła w życie Ann Maria Reeves Jarvis. Kampanię rozpoczęła już w połowie XIX wieku, dziś zaś Dzień Matki wypada w USA w drugą niedzielę maja a od roku 1914 jest uznawany za święto narodowe.
Jak to często bywa z podobnymi okolicznościami, Dzień Matki również szybko uległ dość sporej komercjalizacji. Dziś widzimy jak sklepy przygotowują się do niego od początku maja, prezenty stają się coraz bardziej wyszukane, ludzie ulegają społecznej presji. I choć nie popieram gloryfikacji kapitalizmu, warto zastanowić się, czy mamy nie ucieszy choć drobny upominek lub bukiet kwiatów. To w końcu bardziej symbol, zakodowane „dziękuję ci, mamo”.
Tu, gdy nasz dzisiejszy temat ma się już coraz mocniej ku końcowi, należy dodać jeszcze coś szalenie ważnego. Nie musisz, czytelniku, czuć tej całej wdzięczności, nad którą się dziś pochylam. Pamiętaj o tym. Nie każda matka na nią zasługuje. Nie każda zasługuje nawet na to, by nazwać ją „mamą”. Jeżeli to z Tobą rezonuje, cała Redakcja składa Ci wyrazy najszczerszego współczucia i mocne uściski.
Każdej wspaniałej mamie zaś składamy dziś najserdeczniejsze życzenia.
Źródła i inspiracje:
- •
Bogini Matka, pierwsze bóstwo na świecie (ok. 6000 lat p.n.e.), https://ifem.pl/pl/siedzaca-kobieta-z-catalhoyuk-ok-6000-p-n-e/ [dostęp 22.05.2026].
- •
Dzień Matki w Polsce i na świecie. Skąd wzięło się to święto i jaka jest jego historia?, https://wiadomosci.wp.pl/dzien-matki-w-polsce-i-na-swiecie-skad-sie-wzielo-to-swieto-i-jaka-jest-jego-historia-716080431843664a [dostęp 24.05.2026].
- •
Hindu Mata: Boginie Matki w hinduizmie, https://www.jantra.com.pl/filozofia/hindu-mata-boginie-matki-w-hinduizmie/ [dostęp 23.05.2026].
- •
Skąd naprawdę pochodzi słynna Wenus z Willendorfu? Najnowsze badania wskazują na Włochy albo… Ukrainę!, https://www.national.geographic.pl/historia/skad-naprawde-pochodzi-slynna-wenus-z-willendorfu-najnowsze-badania-wskazuja-na-wlochy-albo-ukraine-220302011432/ [dostęp 23.05.2026].
- •
Sztuka historii. Wenus z Willendorfu, https://goldenmark.com/blog/wenus-z-willendorfu/ [dostęp 23.05.2026].
Przypisy:
*Odnosi się on z resztą nie tylko do biegania. „Robisz x jak dziewczyna” zdaje się jakimś uniwersalnym sposobem na zawstydzanie.
**A przy tym nasza wybitna korektorka. Powtórzmy, klaso: kochamy panią, pani Aniu <3