
Od Mont Blanc po familok, czyli Kordian mówi po śląsku!
Od Mont Blanc po familok, czyli Kordian mówi po śląsku!
Gdyby ktoś powiedział mi kiedyś, że Kordian zabrzmi po śląsku – i że zabrzmi tak dobrze, mocno i naturalnie – prawdopodobnie bym nie uwierzyła. Wydawałoby się, że romantyczny dramat i śląski idiom to dwa światy, które biegną równolegle i nigdy się nie spotkają. A jednak przekład Mirosława Syniawy pokazuje coś zupełnie odwrotnego: że właśnie język jest mostem, a nie barierą. I że kiedy klasykę przepuści się przez inną wrażliwość, może zabrzmieć pełniej niż w oryginale.
Ważne jest jedno: tu nie chodzi o przeniesienie Kordiana na Śląsk, osadzenie go w familoku czy dopisanie mu tramwaju pod oknem. Nie ma mowy o regionalnej scenografii. Chodzi o to, że śląszczyzna otwiera tekst od środka, wydobywa z niego energię i emocje, które w standardowej polszczyźnie bywają przygaszone lub podlane szkolnym patosem. Romantyzm nie zmienia miejsca akcji – zmienia rezonans.
Śląski idiom okazuje się niezwykle pojemny. Szorstki, ale jednocześnie ciepły. Konkretny, a przy tym metaforyczny. Bliski codzienności, ale zdolny do wzniosłości bez fałszu. Dzięki temu konflikt Kordiana, jego bunt i lęk przestają być „historyczne” – stają się znów ludzkie. To nie jest już spiżowa figura recytująca swoje kwestie z pomnika narodowej tożsamości. To ktoś, kto mówi żywym, pulsującym językiem. I właśnie dlatego słuchamy go uważniej.
Syniawa nie „uśląszcza” romantyzmu, tylko wydobywa jego nerw. Zdejmuje warstwę szkolnej patyny, pod którą w Kordianie zawsze tliła się młodzieńcza energia, gniew, niepokój i rozdarcie. W śląszczyźnie to wszystko brzmi bardziej bezpośrednio – jak rozmowa, a nie recytacja. Jak emocja, a nie obowiązek lekturowy.
Drugą warstwą tego doświadczenia są ilustracje Katarzyny Witerscheim – przewrotne, niejednoznaczne, emocjonalne. Nie próbują „uczyć” romantyzmu i nie próbują go unowocześniać na siłę. Podobnie jak przekład, traktują klasykę z powagą, ale bez nabożności. Są wizualnym odpowiednikiem śląskiej wersji językowej: odważne, przyziemne, a zarazem pełne napięcia. To nie dekoracja, tylko drugi głos, który współbrzmi z tekstem.
A wrys*, który otrzymałam w egzemplarzu, dopełnił to spotkanie. Był jak sygnał: „to jest tekst, którego ktoś dotknął, przetworzył, dał mu cząstkę siebie”. I w pewnym sensie tak działa cały ten projekt. Pokazuje, że literatura żyje naprawdę wtedy, gdy ma kontakt z czytelnikiem – bez barier, bez muzealnej szyby.
Śląski Kordian jest więc dowodem na to, że romantyzm nie musi być odległy, górnolotny ani wydestylowany z codzienności. Że język, nawet ten mocno osadzony regionalnie, może odświeżyć tekst kanoniczny bardziej niż niejedna akademicka interpretacja.
I co najciekawsze – ta śląska wersja nie odciąga Słowackiego od jego świata. Przeciwnie. Zbliża nas do niego, pokazuje, że wielka literatura nie potrzebuje nimbu, by działać. Potrzebuje tylko głosu, który brzmi prawdziwie. A śląszczyzna, jak się okazuje, potrafi ten głos wydobyć z wyjątkową precyzją.
Może właśnie dlatego ten przekład zostaje w głowie na długo: ponieważ nadaje klasyce nowe życie, jednocześnie niczego jej nie odbierając. I przypomina, że czasem wystarczy zmienić język**, by usłyszeć tekst na nowo.
Przypisy
*Określenie użyte na targach książki przez autorkę wspomnianych wcześniej ilustracji.
**Język śląski od lat pozostaje kwestią sporną – zarówno wśród językoznawców, jak i w debacie publicznej. Jedni uznają go za odrębny język o własnej historii, strukturze i bogatej kulturze, inni traktują go jako dialekt języka polskiego. Sprawa nabiera znaczenia zwłaszcza w kontekście starań ruchów i organizacji śląskich, w tym m.in. Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej oraz środowisk skupionych wokół Uniwersytetu Śląskiego, które od lat zabiegają o oficjalne uznanie śląskiego jako języka regionalnego. W efekcie do sejmu wielokrotnie trafiały projekty ustaw mających nadać mu taki status. Mimo rosnącej liczby użytkowników deklarujących śląski w spisach powszechnych oraz rozwijającej się literatury i mediów w tym języku, sprawa wciąż pozostaje nierozstrzygnięta na poziomie państwowym.