
Przebudził się Żmij – o sosnowieckiej Reakcji Słowiańskiej 2025
Przebudził się Żmij – o sosnowieckiej Reakcji Słowiańskiej 2025
Słowiańska kultura nie jest znowu taka prosta do zdefiniowania – jeszcze trudniej zaś przebadać jej historię. Różnorodna i barwna w kontekście swych dziejów: doprawdy niewiele jest w niej spraw pewnych, a każda rozwiana tajemnica nawarstwia kilka kolejnych. Być może to właśnie niepewność i atrakcyjna tajemniczość sprawiają, że rodzima sztuka jest od lat tematem tak często eksploatowanym, a motywy słowiańskie nieustannie cieszą się powodzeniem w literaturze, filmie i modzie. Muzea i grodziska organizują festiwale, wystawy, a polska fantastyka, od Sapkowskiego po Miszczuk, niemal kipi ludowymi wierzeniami i podaniami. Naturalnie, jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej. Niektórzy puszczają wodze fantazji, inni starają się podążać za obecnym stanem badań nad religią i kulturą dawnych Słowian. A Sosnowiec… Sosnowiec też bierze w tym folkowym szaleństwie udział.
Muszę przyznać: czekałam na przedostatni weekend sierpnia z ekscytacją. Park im. Jacka Kuronia (a w zasadzie cały Kazimierz Górniczy) to chyba najbardziej ukochane przeze mnie miejsce w całym mieście. Place zabaw, skatepark, mini zoo i lokale gastronomiczne spotykają się z lasem i zbiornikami wodnymi; zawsze można znaleźć coś dla siebie, w zależności od osobistych potrzeb: od przeróżnych atrakcji dla dzieci po osłonięte przed światem ławeczki w cieniu drzew. Nie sądzę, by istniało w Sosnowcu lepsze miejsce na zorganizowanie festiwalu słowiańskiej muzyki.
Nim przejdziemy do faktycznej relacji, warto przybliżyć koncept Reakcji Słowiańskiej. Tegoroczna edycja była jednocześnie trzecią i odbyła się pod hasłem Ro(c)k Żmija – za profesorem Aleksandrem Gieysztorem: nazwa żmij odnosiła się pierwotnie na terenach słowiańszczyzny do wszelkich powietrznych smoków, na polskich terenach przetrwała jako imię walczących ze smokami, podczas burzy, demonów. Ro(c)k zaś… no cóż, nie da się ukryć, wskazuje, że festiwal upłynął pod znakiem mocnych brzmień. O oprawę muzyczną zadbali muzycy zespołów: Svita, Derwana, Daj Ognia, Dunajowi, WANDAL, Cronica, Runika. W poprzednich latach wśród występujących znajdowali się między innymi: Percival (kojarzony słusznie z kultową już grą o przygodach Geralta z Rivii), Laboratorium Pieśni czy Żywiołak. Poza nimi, tak jak niezmiennie od trzech lat, na przybywających czekały prelekcje, potyczki wczesnośredniowiecznych wojów oraz warsztaty.
Drugiego dnia festiwalu przybyłam na miejsce odpowiednio przygotowana: z wiankiem we włosach, po długim spacerze zagórskim lasem i łąkami. Już przy bramie parku usłyszeć mogłam wokalne popisy zespołu Dunajowi, dochodzące z amfiteatru. Niosły się daleko, czysto, nadając wspaniałego klimatu wędrówce po deptaku, na którym szeregiem rozstawiły się kramy sprzedawców. Czego tam nie było! Piękne naszyjniki, ozdoby do włosów, prawdziwe miecze i rogi, inspirowane słowiańszczyzną kostki do gier, przyrządy ezoteryczne... Stoiska z rękodziełem przepleciono innymi - z ziołami, jedzeniem, napitkami. Wciąż wspominam lawendową lemoniadę i degustację bajecznie słodkiego miodu pitnego.
Pomiędzy muzycznymi występami, na podsceniu amfiteatru, można było obserwować trzyczęściowy turniej walk. Po jego drugiej części, do działania przystąpiła grupa WANDAL. No i się zaczęło.
Ciężkie brzmienia spod znaku heavy i dark folku, bardzo skutecznie rozgrzały publiczność. Pod sceną zgromadził się tłum tańczących i śpiewających, niezrażonych kiepską pogodą. Muzyka lawirowała pomiędzy słowiańszczyzną i rytmami z dalekiej północy, pomiędzy Polską a Norwegią. Rozpętała się prawdziwie artystyczna uczta, pełna gry światła, muzyki, strojów i niecodziennych instrumentów. Najbardziej duszę przeszywały głosy wokalistów - niepowtarzalne, wyjątkowo mocne i czyste, nawołujące do serca i głębiej, znacznie głębiej, ku tym metafizycznym korzeniom, których wciąż szukamy. Jakby na moment dane było nam, zgromadzonym w amfiteatrze, połączyć się ciałem i duchem z całym ogromnym Wszechświatem.
Następnego dnia WANDAL pochwalili się na swoim Facebooku, że „zwandalizowali” – i jest to prawda. Ta grupa, nieznana wciąż tak szerokiej publiczności, na jaką zasługuje, ma w serwisie Spotify zaledwie 1912 słuchaczy w tym miesiącu, niemniej czaruje i podbija serca na festiwalach. Daje tym samym nadzieję, że zasiane muzyczne ziarno wyda niedługo taki owoc, jak Żywiołakowi czy Percivalowi. Trzymajmy kciuki.
I choć Reakcja Słowiańska trwała tylko trzy dni, Przebudzony Żmij bez wątpienia nie udał się znów na spoczynek. Poruszywszy duszami i sercami, poleciał dalej – i wszystko wskazuje na to, że już w przyszłym roku powróci z nowymi doświadczeniami i artystami na sosnowiecki Kazimierz.