
Sceny z życia rodzinnego – „Hamnet” i „Wartość sentymentalna”
Sceny z życia rodzinnego – Hamnet i Wartość Sentymentalna
Na żaden inny film w tym sezonie nie czekałam tak bardzo jak na Hamneta (2025, reż. Chloe Zhao). Nie potrafiłam sobie jednak uzasadnić, dlaczego aż tak wyczekiwałam akurat tej premiery; nie spotkałam się wcześniej z książkowym oryginałem, w szkole lubiłam Szekspira, ale nie zdarzało mi się wracać do niego za często na studiach. Oczywiście przyciągnęła mnie obsada, ale to w zapowiedziach i zwiastunach było coś, co urzekło mnie na tyle, że praktycznie cały styczeń, jak na szpilkach, wyczekiwałam tego piątku, w którym w końcu będę mogła zweryfikować swoje oczekiwania. Tak mi się jednak ubiegły miesiąc ułożył, że 22 stycznia znalazłam się w innym mieście i w innym kinie, a zamiast na Hamneta trafiłam na Wartość sentymentalną (2025, reż. Joachim Trier). Świeżo po ogłoszeniu nominacji do Oskarów, trochę z doskoku, udało mi się załapać na pokazy przedpremierowe. Obydwa filmy rywalizują ze sobą w tym sezonie, ale nie spotkałam się jeszcze z próbami zestawienia tych dwóch, pozornie całkiem różnych produkcji. Film chińskiej reżyserki ma gwiazdorską obsadę (Paul Mescal to aktualnie jeden z najpopularniejszych aktorów), dużo szumniejszą promocje oraz szerszą dystrybucję niż norweska propozycja. Wartość sentymentalna nie odbiłaby się aż tak szerokim echem, gdyby nie ilość nominacji właśnie do Oskarów, bo Europejskie Nagrody Filmowe czy też Grand Prix w Cannes, chociaż częściej są gwarantem jakości, to nie przekładają się na popularność. Jest to znacznie bardziej kameralny film, w większości po norwesku i szwedzku. W porównaniu z poprzednimi filmami Joachima Triera można powiedzieć, że także posiada on gwiazdorską obsadę, bo znajdziemy tu nie tylko Renate Reinsve, która zyskała duże międzynarodowe uznanie po Najgorszym człowieku na świecie – towarzyszą jej Stellan Skarsgård i Elle Fanning, dwa hollywoodzkie nazwiska. Jednak nie da się nie odnieść wrażenia, że gdyby Akademia w ostatnich latach nie otworzyła się na zagraniczne kino, to nie tylko filmy Joachima Triera, ale też na przykład Strefa interesów (2023, J. Glazer), Anatomia upadku (2023, J. Triet) albo Roma (2017, A. Cuaron) – chociaż doceniane na międzynarodowych festiwalach, np. w Cannes czy w Wenecji – nie zdobyłyby by tak szerokiej popularności, jaką dają Oskary.
Chociaż może wydawać się, że Hamnet i Wartość Sentymentalna nie mają ze sobą nic wspólnego, a cała kategoria „Najlepszy film” to mieszanina produkcji, które ciężko ze sobą porównać i mierzyć jedną miarą, to trzon tych dwóch filmów jest taki sam – wyrażanie emocji poprzez sztukę, kiedy nie da się ich przekazać wprost. Do tego akcje tych filmów toczą się w obrębie rodziny, a sam motyw domu pozostaje centralnym punktem akcji. W końcu narratorka Wartości sentymentalnej opowiada, że dziadek granego przez Stellana Skarsgarda bohatera, umarł w tym samym pokoju, gdzie urodziła się jego matka, a w Hamnecie teściowa Agnes (Jessie Buckley) mówi jej, że William przyszedł na świat w tej samej izbie, w której ona właśnie rodzi.
Filmy korespondują ze sobą w wielu momentach – obydwa opowiadają o ojcach, którzy z różnych powodów byli ojcami nieobecnymi. Z tym tylko, że William, aby tworzyć, musiał wyjechać i namawiał żonę na przyjazd do Londynu, a Gustav odsunął się od swoich córek po rozwodzie, co jest zresztą przyczyną wszystkich niewypowiedzianych żalów. Obydwoje też „uwieczniają” swoje dzieci w sztuce. Filmowy Szekspir po śmierci syna pisze Hamleta i uwiecznia chłopca w tytułowej postaci, a młodsza córka Gustava, Agnes (zbieżność imion przypadkowa), przed laty zagrała wielką, dziecięcą rolę w jednym z jego najgłośniejszych filmów. Natomiast punktem wyjściowym filmu było napisanie przez mężczyznę, z myślą o starszej córce, Norze (Renate Reinsve), intymnego scenariusza inspirowanego jego własnym dzieciństwem, ponieważ tylko w taki sposób potrafi on podjąć próbę naprawienia ich relacji. Gustav, który jako reżyser poruszał w swojej twórczości też wątki historyczne, nigdy nie zmierzył się z własną przeszłością. Dopiero pod koniec życia postanawia on zmierzyć się z tragicznym odejściem swojej matki oraz porozumieć ze starszą córką, której żal spowodowany opuszczeniem jej przez ojca w dzieciństwie, nie pozwala normalnie funkcjonować. Także młodsza Agnes, historyczka, dopiero w trakcie filmu (już jako dorosła kobieta, ukształtowana naukowczyni, która nie raz wcześniej bywała w archiwach) mierzy się z historią babki, która w trakcie wojny działała w ruchu oporu, za co była torturowana w więzieniu i ostatecznie nie poradziła sobie z przemilczaną traumą, jakiej tam doświadczyła. Żadne z bohaterów nie rozdrapało nigdy aż tak głęboko starych ran. Jednak, jak pokazuje ostatnia scena filmu, dopiero to pozwoliło im iść naprzód. Stary dom, kluczowe miejsce akcji w filmie, tak jak rodzina Borgów pęknięty od „urodzenia”, musi zostać sprzedany, aby mogli spojrzeć na przeszłość z dystansem.
Wydarzenia, które rozgrywają się we współczesnym Oslo nie różnią się aż tak od tego, co stało się w Stratford kilkaset lat temu. Na Agnes, zielarkę, mocno związaną z lasem i przyrodą, głęboko wpłynęła śmierć matki w dzieciństwie, ale też wpojone przez kobietę nauki. Wierzy ona, że przez dotknięcie dłoni może zobaczyć przyszłość, co jednocześnie często ją przeraża, ale też przynosi ukojenie. Kiedy bohaterka rodzi bliźnięta, przerażona porodem mówi, że widziała przy swoim łożu śmierci dwie osoby: zawsze myślała, że będą to jej dzieci, ale teraz zrozumiała, że będą to pomagające jej urodzić teściowa i szwagierka. Poród jednak kończy się szczęśliwie, a bohaterka rodzi zdrowe bliźnięta. Wszystko byłoby więc dobrze, gdyby nie to, że Szekspirowie mają teraz troje dzieci, a przecież kobieta przy swoim łożu śmierci widziała tylko dwoje…
William, tak jak Gustav, był nieobecny przy narodzinach swoich dzieci, później dużo czasu spędza w Londynie, gdzie tworzy, a ostatecznie nie ma go także w chwili śmierci syna, tytułowego Hamneta. Ta nieobecność, którą na początku jego żona wspierała – pierwszą córkę urodziła w lesie, nie budząc męża, a później namawiała go na wyjazd do stolicy Anglii – stała się nieznośna w zderzeniu z tragedią i żałobą, jaką przeżywają na ekranie. Kobieta szuka zapewnienia, że zrobiła wszystko, co mogła, aby uratować chłopca, a jednocześnie czuje się winna i ciężar ten ją przytłacza. Przecież przewidziała dla niego przyszłość, w której jest na scenie, walczy na miecze, czy więc jej moce okazały się bezużyteczne w chwili ostatecznej próby? Nie potrafi wybaczyć sobie, że nie udało jej się uratować dziecka, ani mężowi, że nie zdążył na czas. Wydaje się, że cierpienie przysłoniło kobiecie wszystko dookoła. William tymczasem musi wracać do Londynu, bo chociaż cierpi, to wie, że „świat kręci się dalej”, wciąż ma rodzinę do utrzymania i sztuki do wystawienia. Nie potrafi jednak porozumieć się z żoną ani wyrazić swojego żalu inaczej, niż przez swoją twórczość. Tak jak Gustav pisze więc sztukę, przelewając na papier swoje emocje. Jego rodzina w tym czasie przenosi się do nowego domu i podobnie jak w Wartości… staje się on metaforą wyzwolenia. Sprzedaż norweskiej posiadłości i jej rekonstrukcja na potrzeby filmu pozwala „oczyścić” emocje i pozbyć się bagażu wspomnień, wszystkich wydarzeń, które wydarzyły się w domu Borgów przez pokolenia. Szekspirowie przenoszą się do domu, w którym ich syn nie zdążył zamieszkać, ale dopiero po wizycie w Londynie Agnes i jej brat widzą, że „właściciel największego domu w Stratford” od lat pomieszkuje w izbie na poddaszu. Dopiero to doprowadza do przełomu u pogrążonej w żałobie kobiety, która chociaż od ponad dekady jest żoną słynnego dramaturga, to zaraz ma po raz pierwszy zetknąć się z teatrem. Tutaj to Hamlet staje się katharsis dla bohaterów. Szekspir stworzył tytułowego bohatera dramatu na podobieństwo zmarłego syna, a jednocześnie sam wcielił się w Ducha, który nie pogodził się z własną nagłą śmiercią. Jednocześnie obserwujemy ulgę Agnes, jaką dała jej sztuka męża, ale też zrozumienie, na które wcześniej nie potrafiła się zdobyć. Jej chłopiec stał się nieśmiertelny dzięki twórczości Williama, który stworzył tytułową postać na wzór zmarłego Hamneta.
W XVII-wiecznym Londynie i czterysta lat później w Oslo bohaterowie ostatecznie wymieniają się porozumiewawczymi, pełnymi wybaczenia i nadziei spojrzeniami. Na tym kończy się nasze podglądanie tych scen z życia rodzinnego. Przecież Agnes i William dożyli razem w Stratford spokojnej starości razem z córkami, a film Gustava i Nory musi mieć kiedyś swoją premierę. Ale tego jako widzowie nie zobaczymy, bo wszystko co musimy wiedzieć dostajemy na scenie/planie filmowym. A reszta jest milczeniem...