Powrót
Śmierć w poezji – między nicością a światłem

Śmierć w poezji – między nicością a światłem

Barbara Kuliga
Autorka tekstu
Barbara Kuliga
Instagram
Osoba spoza Zaparzonych
Korektorka
Osoba spoza Zaparzonych
Barbara Kuliga
Autorka grafik
Barbara Kuliga
Instagram
11 marca 2026

Śmierć w poezji – między nicością a światłem

Śmierć od zawsze podążała za człowiekiem jak cień – cicho, wytrwale – a mimo to wciąż jest niepojęta. Ludzie starają się, aby nieuchronność człowieczego losu nie przerażała, a pomagała odpowiedzieć na część filozoficznych pytań, które każdy sobie zadaje. Powoduje to, że poeci od wieków próbują uchwycić śmierć w swojej twórczości, nadać jej sens, uczynić z jej nazwy słowo, które nie paraliżuje, a pozwala ją zrozumieć,  oswoić. W poezji umieranie nie jest tylko końcem – bywa też początkiem czegoś większego, szeptem nieskończoności, zwierciadłem, w którym odbija się życie. Przyjrzyjmy się przykładom dzieł pisarzy różnych epok. 

Jan Andrzej Morsztyn, barokowy mistrz konceptu, traktował śmierć z dystansem i kunsztem. W jego poezji jest ona często grą, retorycznym paradoksem, w którym miłość i przemijanie stwarzają jeden ornament. Dla Morsztyna śmierć była nie tyle nieszczęściem, co pięknym, teatralnym gestem, częścią boskiego porządku, w którym każda łza miała swoje miejsce. Przykładem może być wiersz Do trupa, gdzie mówiący porównuje siebie z tytułowym trupem. Taki zabieg może skłonić do interpretacji, że osoba zakochana mało różni się od osoby martwej.

Julian Tuwim, opisywał śmierć z mieszaniną ironii i wzruszenia. W wierszu Śmierć nad głowami możemy zauważyć, że w momencie utraty sensu życia i miłości człowiek staje się duchowo martwy. Utwór pokazuje dramat osoby, która utraciła zdolność kochania i radość życia. Osoba mówiąca zbliża się do śmierci fizycznej, ponieważ jest już tylko ciałem, które funkcjonuje bez sensu. Jednak w dziełach Tuwima umieranie nie zawsze było tragedią – bywało też częścią wielkiego rytmu istnienia. Można odnaleźć w nich zarówno bunt wobec przemijania, jak i pogodę ducha, wynikającą z akceptacji świata. Śmierć nie odbiera sensu życia, lecz nadaje mu głębię, nie jest końcem pieśni, a jej cichym refrenem. W prostych gestach codzienności poeta odnajduje wieczność.

Jan Lechoń widział w śmierci odbicie melancholii i tęsknotę za utraconym światem. W utworze *** (Pytasz co w moim życiu) ostatni wers („Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci”) przedstawia nierozerwalność pomiędzy kochaniem i umieraniem.  Moment śmierci, kiedy człowiek przestaje funkcjonować w świecie, uznano za przypieczętowanie ochrony przed miłością, której nie będzie można już doświadczyć. Jest jednak druga strona medalu –  miłość jest w stanie uchronić człowieka od śmierci duchowej. Poezja Lechonia przesycona jest elegijnym tonem, jakby poeta już za życia żegnał się z tym, co ukochał. W jego wersach pobrzmiewa świadomość kruchości, subtelna nuta smutku, który nie ma w sobie rozpaczy, lecz godność i spokój. 

U Krzysztofa Kamila Baczyńskiego śmierć ma niestety twarz młodzieńczą, żołnierską i tragiczną. Kres życia jest jak echo wojny, które śpiewa z popiołów. W wierszu Bez imienia śmierć przedstawiona jest jako nagła, tytułowo bezimienna i brutalna, przychodząca w chaotycznej, wojennej rzeczywistości, w której życie zostaje zredukowane jedynie do fizycznego aktu unicestwienia. Poeta ukazuje okrucieństwo i bezsens, pozostawiając jedyny ślad po człowieku pod postacią krwi wypisującej „imię” na bruku. W jego wierszach, powstałych w ogniu okupacji, śmierć nie jest wyborem, lecz koniecznością, splecioną z losem całego pokolenia Kolumbów. Dla Baczyńskiego śmierć była nie tylko końcem życia, lecz ofiarą złożoną w imię wyższych celów. W jego słowach staje się poetyckim zmartwychwstaniem.

W przypadku twórczości Haliny Poświatowskiej uczyniła ona ze śmierci motyw osobisty, kobiecy, zmysłowy. Żyjąc w cieniu choroby, potrafiła pisać o umieraniu jak o miłości – z czułością, z pragnieniem, z zachwytem nad chwilą. W jej poezji śmierć nie jest straszna, lecz bliska, niemal oswojona. W wierszu *** (czym jest śmierć…) śmierć ukazana jest jako delikatne odejście od świata i bliskości drugiego człowieka, stopniowe zanikanie bodźców życia i kontaktu z rzeczywistością. Poetka przedstawia ją jako cichy, spokojny proces, w którym życie powoli dogasa, a ostatni oddech i spojrzenie pozostają jedynymi śladami przejścia w zaświaty. Dla Poświatowskiej śmierć to powrót do źródła, w którym znika lęk. To również potwierdzenie życia – bo tylko ten, kto kochał do końca, potrafi spokojnie umierać.

Odwrotnie do poetki Jarosław Borszewicz w Mrokach prowadzi nas w zupełnie inną przestrzeń– bardziej intymną, niepokojącą i wewnętrzną. W jego poetyckim świecie śmierć nie ma patosu, nie jest też heroicznym finałem. To raczej stan duszy – zanurzenie w ciemności, która rośnie powoli jak cień na ścianie. W Mrokach śmierć ma wymiar psychiczny, metafizyczny, wewnętrzny, jest utratą światła i wiary szeroko pojętej, rozpadem emocji wykończonego człowieka. Poezja ta to dialog z nicością, z własnym lękiem, z ciszą, z nocą, która nie przynosi odpoczynku ani jakiegokolwiek ukojenia. Śmierć staje się w niej nie wydarzeniem, lecz procesem – codziennym umieraniem w słowach, gestach, wspomnieniach. Jest to niemal namacalne znikanie, które polega na powolnym gaśnięciu duszy. W tym dziele człowiek żyje i umiera jednocześnie, ponieważ mrok otula niczym czarna zasłona, która coraz bardziej go dusi, aż w końcu się scalą. U Borszewicza człowiek nie umiera od razu, a powoli, z każdym oddechem, w każdym „mroku” codzienności.

W poezji wszystkich wspomnianych twórców śmierć jest niczym lustro, w którym odbija się człowiek jakże kruchy, którego żywot jest ulotny, a jednak wieczny w swoim słowie. Baczyński widzi w niej ofiarę, Poświatowska ukochaną, Lechoń melancholię, Tuwim pogodę istnienia, Morsztyn zagadkę, Borszewicz mrok wewnętrzny, który trzeba przejrzeć, by odnaleźć światło (chociaż na to gwarancji). Ich wizje łączy jedno – pragnienie ocalenia, potrzeba dotknięcia tajemnicy, w której życie i śmierć stają się jednym. 

Choć ciało przemija, słowo pozostaje –drży w powietrzu, pulsuje w pamięci, żyje na swój niesamowity sposób. Śmierć w poezji nie jest milczeniem, a szeptem wieczności. Momentem, w którym człowiek przekracza granicę – nie po to, by zniknąć, lecz by brzmieć wiecznie w rytmie wersów, w pulsie serc tych, którzy będą czytać te słowa. Jest to motyw, który w twórczości zawsze był i będzie obecny. 

Pamiętajmy, że jesteśmy tu tylko na chwilę – memento mori, kochani Czytelnicy.