Powrót
Straszne upiory i potworne stwory, czyli opowieści o duchach

Straszne upiory i potworne stwory, czyli opowieści o duchach

Upiorne opowieści snute o zmroku zdają się częścią naszego życia już od zarania dziejów. Skąd czerpiemy na nie pomysły? Dlaczego je sobie opowiadamy? Co sprawia, że lubimy się bać?

Dominika Zięciak
Autorka tekstu
Dominika Zięciak
Anna Majewska
Korektorka
Anna Majewska
Wiktoria Hyla
Autorka grafik
Wiktoria Hyla
29 października 2026

Straszne upiory i potworne stwory, czyli opowieści o duchach

Mniej szczelna bariera 

Koniec października i początek listopada to taki czas, gdy coraz częściej myślisz o śmierci. To właśnie teraz zwłaszcza ciągnie Cię do czytania i oglądania horrorów. Być może wiąże się to z szybciej zapadającym zmierzchem, może z dziwacznym połączeniem poczucia tajemnicy i nostalgii, które wisi w  chłodnym jesiennym powietrzu. Lubię ten okres, bo mogę rozprawiać o moich dziwnych zainteresowaniach, mierząc się ze znacznie zmniejszoną frekwencją zdumionych spojrzeń.

Dawniej wierzono, że w okresie dzisiejszego Halloween, Samhain czy też Dnia Wszystkich Świętych bariera pomiędzy światem materialnym i niematerialnym ulega rozmyciu. Znacznie łatwiej jest wówczas komunikować nam się z tymi, którzy już odeszli, ale sprawia to również pewne niebezpieczeństwo, bo do naszej rzeczywistości znacznie łatwiej przeniknąć nie tylko tym, o których obecności marzymy, ale również tym, przed którymi musimy się chronić: złym duchom, diabłom czy innym upiornym stworom.

Z jednej strony wybieramy się na cmentarze, by uhonorować swoich bliskich, ba!, czasem nawet zapraszamy ich do siebie na ucztę lub, jeżeli nasza kultura tego wymaga, ucztujemy razem z nimi przy ich nagrobkach. Z drugiej jednak strony… przywdziewamy stroje i maski, wszystko po to, by przypadkiem nie rozpoznał nas jakiś pozamaterialny byt, który nie ma dobrych zamiarów. To wszystko tworzy atmosferę grozy, pewnego niepokoju. Zupełnie naturalnym jest, że wykorzystujemy ten czas, by trochę się nawzajem nastraszyć.

Dlaczego lubimy się bać? 

Na wiele pytań, które rozpoczynamy od słowa „dlaczego”, odpowiada stara dobra ciocia ewolucja. Jak zauważa Marc Hye-Knudsen z Uniwersytetu Aarhus w Danii, celem uczucia strachu jest przede wszystkim przygotowanie Cię do rozprawienia się z potencjalnym zagrożeniem. Dlatego też, gdy się boisz, Twój organizm wyzwala ogromne ilości adrenaliny, hormonu stresu. Może to powodować kołatanie serca, zaciśnięcie dłoni i inne reakcje, które nie należą do najprzyjemniejszych, ale mają kluczowe znacznie w perspektywie Twojego przetrwania. Adrenalina bowiem ma istotną zdolność uruchomienia w Tobie reakcji obronnej: walcz albo uciekaj.

To wszystko może zdarzyć się Twojemu organizmowi w kontrolowanych warunkach: podczas przejazdu kolejką górską, słuchania strasznej historii czy oglądania horroru – i to jest dopiero wspaniałe! Nasz mózg nie do końca radzi sobie z odróżnieniem, czy zagrożenie jest materialne, czy urojone, więc nawet wtedy, gdy nie goni Cię tygrys, możesz poczuć te same symptomy, zapoznając się z podcastem o folklorze Appalachów. Wyzwolona wówczas adrenalina nie dodaje Ci siły do walki lub ucieczki, może być jednak niesamowitym bodźcem do działania – zarówno w pracy, jak i w życiu osobistym.

Hye-Knudsen i jego zespół (Jens Kjeldgaard-Christiansen, Brian Boutwell, Mathias Clasen) idą w swoim badaniu o krok dalej. Zauważają, że nagłe przerażenie zastanawiająco często idzie w parze z równie nagłym wybuchem śmiechu. Podają różne przykłady takich sytuacji: dziecięca zabawa w akuku, internetowe pranki, reakcje na jumpscare’y w filmach grozy, horrory komediowe czy próby rozładowywania napięcia poprzez żarty. Rozbawienie i przerażenie, choć zdają się swoimi skrajnymi przeciwieństwami, idą ze sobą w parze, ponieważ pierwsze z nich, będąc równie silną emocją, może zneutralizować drugie.

Historie o duchach i innych upiornych stworach 

Folklor, wbrew pozorom, ma się obecnie świetnie. Jest tylko trochę inny, nieco zmodyfikowany – niemniej bardzo blisko mu do tego, o którym myślimy, gdy przeglądamy słowiańskie demonologie i bestiariusze. Nie boimy się bazyliszka, jednak o gęsią skórkę przyprawia nas myśl o tym, że moglibyśmy przez przypadek przywołać przez własne łazienkowe lustro Krwawą Mary. Niepokój sprawiają nam przestrzenie liminalne, przywołane w debiutującym w tym roku horrorze Backrooms. Coraz częściej zwracamy uwagę na zjawisko tak zwanego uncanny valley – poczucia, że coś nieludzkiego wszelkimi sposobami stara się być ludzkie, co nie do końca mu wychodzi. Podejrzewamy ludzi u władzy o bliskie powiązania z ogromnymi zielonymi jaszczurami. Nasze miejskie legendy i teorie spiskowe pozwalają nam wciąż i wciąż generować nowe straszne historie, przemieniać je w horrory, opowiadać je na nastoletnich nocowankach w formie creepypast.

W podobnym klimacie znajdują się przekazywane z ust do ust opowiastki o nawiedzonych miejscach. Jestem pewna, że masz w swojej miejscowości co najmniej jeden dom, opuszczoną fabrykę czy dworek, o którym mówi się, że stało się tam coś strasznego – a teraz, oczywiście, pomieszkują tam duchy. Urbex i poszukiwania podobnych straszydeł w średnio dozwolonych miejscach to wciąż zyskujące na popularności hobby.

Z drugiej strony tradycyjny ludowy horror ma się równie dobrze. Wystarczy wspomnieć o filmach Roberta Eggersa (a zwłaszcza The Witch z 2016 lub nadchodzącym Werwulf) albo inspirowanym kaszubskim folklorem Òpi (2026) w reżyserii Marty Giec. Ten silny „zwrot ludowy”, który obecnie przeżywamy, pozwala nam czerpać garściami z folklorystycznych opowieści, także po to, by się wzajemnie straszyć.

Nie, nikt nie wołał

Miałam ostatnio przyjemność zapoznać się również z tajemniczymi zjawiskami krainy, w której, gdy ktoś woła Cię w lesie po imieniu… powinieneś uciec i z pełnym przekonaniem powiedzieć sobie, że nie, tak naprawdę nic nie słyszałeś. Naprawdę nie warto ryzykować. Mowa oczywiście o pięknych górach Appalachach, punkcie na mapie Ameryki Północnej, który słynie z upiornych opowieści i rzekomej nadmiernej aktywności kryptyd¹.

Poznaję ten region nie z przewodników, ale historii, zarówno tych, które opanowały główny nurt popkultury, jak i tych osobistych, niszowych, podsyłanych  przez internautów przeróżnym amatorom horroru, którzy z chęcią czytają je na głos. Jedno z podobnych kont prowadzi w serwisie TikTok sympatyczna Savannah, która łączy swój ciepły głos, kojące cukierkowo-różowe otoczenie i herbatę serwowaną w niebanalnych kubkach z upiornymi opowiastkami, które podsyłają jej słuchacze. Działa pod nazwą Tea After Midnight. Uwielbiam jej słuchać – choć nie mogę potem zasnąć, a nad autentycznością niektórych historii lepiej zwyczajnie nie dyskutować, bo nie ma sensu się denerwować.

Gdy dziś zbliżamy się nieuchronnie ku końcowi naszej rozmowy (która, jak zwykle, nabiera cech monologu szaleńca), przychodzi mi pożegnać się przypomnieniem: nie odpowiadaj na głosy, które usłyszysz w lesie.

Przypis

¹Kryptydą nazwiemy takiego zwierzaka lub stworka, którego istnienia do tej pory nie udało nam się potwierdzić. W tym zacnym gronie znajdziemy między innymi Potwora z Loch Ness, Mothmana, Bestię z Gevaudan i wiele, wiele innych. Przy odrobinie szczęścia porozmawiamy o nich kiedyś.