Czasem taki telefon
ratuje życie nie tylko książce,
ale i autorowi…*
Myślę, że te słowa, które niejako rozpoczynają Mroki Jarosława Borszewicza, są bardzo ważne. Można je dogłębnie zinterpretować jako to, że nasze decyzje są istotne i mają wpływ na innych ludzi.
Idąc tym tokiem myślenia, razem, jako społeczeństwo, stanowimy jeden, wspólny byt. Myślę, że często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo jesteśmy od siebie zależni jako ludzie. Może nam się wydawać, że to, co robimy, jest bez sensu i nic nie znaczy. Uważam, że jest to nieprawda. Obojętnie jaki zawód wykonujemy, mamy wpływ. Bez Pani Grażynki, która nas obsługuje w sklepie, nie możemy dostać towarów przywiezionych przez Pana Marka. Gdyby nie praca Pana Maćka, który jeździ śmieciarką, nasze miasta byłyby brudne i nie dałoby się w nich funkcjonować. Bez Pana Grzegorza, wykończeniowca budynków, nie moglibyśmy mieć tam swoich firm, pracować lub po prostu mieszkać. Jeżeli Pani Ilona nie pracowałaby w szkole jako nauczycielka to nie moglibyśmy mieć prawników, lekarzy czy informatyków. Każdy z nas pełni ważną rolę, z której powinien być dumny.
Chciałabym skierować ten post do wszystkich, którzy czasami czują się niewystarczający – you are enough. To normalne, że często mamy gorsze dni lub nic nam się nie chce. Taki czas nie powinien nas definiować jako ludzi.
W naszych głowach często pojawia się myśl o tym, że potrzebujemy ciągłych poprawek, aby w końcu stać się osobą wartościową. Oczekujemy na moment, kiedy to osiągniemy idealna wagę, wymarzone stanowisko czy spokój ducha, który wreszcie pozwoli nam czuć się dobrze z samym sobą. Prawda jest taka, że wartość człowieka nie jest związana z tym, czy odnosi on sukcesy czy porażki. Tutaj chodzi o to, żeby w końcu zaakceptować fakt, że pomimo różnych sytuacji, popełnianych błędów lub pogubienia, nadal tu jesteśmy.
Nie musisz zasługiwać na powietrze, którym oddychasz. Nie musisz udowadniać światu swojej przydatności, by mieć prawo do szczęścia. Pamiętaj, że nie jesteś swoimi wynikami, ponieważ to tylko jakieś cyferki, które nie uwzględniają ilości twojego czasu włożonego w to podejście. Jesteś wystarczający jako całość, którą stanowisz. Tak po prostu. Bez żadnych dodatkowych warunków.
Wystarczalność jest przecież aktem odzyskania kontroli nad własnym życiem. Przez lata uczono nas, że nasza wartość jest ściśle związana z (między innymi) aprobatą otoczenia. Czas jednak zrozumieć, że jedyną osobą, która zna nas od najprawdziwszej strony, która towarzyszy nam w każdej sekundzie naszego życia – jesteśmy my sami. W momencie, gdy odnajdziemy w sobie poczucie bycia „w sam raz”, zniknie niejako desperacka potrzeba szukania potwierdzenia na zewnątrz. Wystarczalność stanowi także fundament do tworzenia głębokich i szczerych relacji z otoczeniem.
Często mamy ochotę coś zrobić, ale nie mamy z kim. Właśnie, że mamy – z nami samymi. Mam ochotę napić się kawy w kawiarni? Pójdę sam/sama. Mam ochotę zjeść pyszny makaron w ulubionej restauracji? Zrobię to sam/sama. Chcę obejrzeć film, na który tak czekałem/czekałam, ale wszyscy moi znajomi mi odmawiają? Zrobię sobie randkę sam/sama ze sobą. Powinniśmy traktować siebie jako przyjaciela bądź przyjaciółkę i nie czuć się źle, gdy spędzamy czas bez innych. Tak naprawdę powinniśmy dążyć do tego, żeby jedyną osobą, której chcemy zaimponować w życiu, byliśmy my sami.
Potraktuj to jako znak i po prostu przestań ciągle przesuwać swoją metę w wyścigu.
*J. Borszewicz, Mroki, Warszawa, 2015, s. 5.
Autorka tekstu: Barbara Kuliga
Korektorka: Anna Majewska
