Powrót
This one is for the girls only – trzy seriale, które rzucają nowe spojrzenie na doświadczenie kobiecości

This one is for the girls only – trzy seriale, które rzucają nowe spojrzenie na doświadczenie kobiecości

Manuela Jarzębska
Autorka tekstu
Manuela Jarzębska
Adrianna Smug
Korektorka
Adrianna Smug
Instagram
Wiktoria Hyla
Autorka grafik
Wiktoria Hyla
23 kwietnia 2026

This one is for the girls only – trzy seriale, które rzucają nowe spojrzenie na doświadczenie kobiecości

Stwierdzenie, że przez większość czasu kultura masowa nie oddaje sprawiedliwości kobietom i ich doświadczeniom nie jest niczym nowym. Świeże spojrzenia nie przychodzą z góry, nie są nam dane, będąc raczej skutkiem efektywnego dobijania się, aby zostać wysłuchanymi. Wydaje się, że przemysłowi filmowemu najdłużej zajmuje dogonienie trendów, które są już od dawna widoczne w literaturze, Internecie czy w popkulturze. Prawdopodobnie wynika to z tego, że im droższa produkcja dzieła tym ostrożniejsze podejście i niechęć do ryzyka. Tak więc ramy kapitalizmu i ramy społeczne, idąc razem w parze, trzymają nas mocno. Przez to coraz częściej pojawiają się głosy, że kultura popularna staje się coraz bardziej powtarzalna oraz zaczyna cytować samą siebie, a zamiast nowych pomysłów powstają kolejne sequele i remake’i. 

Z drugiej strony żyjemy w dobie dominacji seriali, co jeszcze 10 lat temu byłoby nie do pomyślenia. Istniała jasna hierarchia, w której to filmy górowały. Najpierw Netflix wprowadził model udostępniania całego sezonu. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się to niepozorne, ale okazało się rewolucyjne. Do tego TikTok stał się popularny i reelsy, co wpłynęło na odbiór treści audiowizualnych, czyli przyswajania kultury. 

Zainteresowanie serwisami streamingowymi z jednej strony przyciągnęło masę odbiorców, z drugiej pozwoliło na produkowanie seriali z coraz większym rozmachem. Natomiast użytkownicy TikToka lubią wyciągać stare materiały, w tym filmy i seriale, żeby później udostępniać je na wiele różnych sposobów – od pociętych na kawałki scen do analiz, bardziej lub mniej medioznawczych czy analizy trendów. Zaryzykuję nawet stwierdzeniem, że za niesłabnącą popularnością „Seksu w wielkim mieście” w dużej mierze odpowiadają dzisiejsze social media. Do samego serialu można mieć wiele zarzutów, ale nie da się ukryć, że była to ikona i rewolucja. Już prawie 30 lat temu proponował on nową wizję kobiecości. Podobnie jak w przypadku filmów o Bridget Jones, które w tamtym czasie trafiały do kin. 

Wspomniane produkcje pokazywały, że nie trzeba godzić się na pierwszą lepszą relację, która przypomina miłość, jakość związku można kwestionować, a czasami warto pozwolić sobie na pewną wybredność. Do tego bohaterki żyły w wielkich miastach i miały własne ambicje, kariery czy grupy znajomych, z których nie zamierzały rezygnować. 

Carrie Bradhsaw i jej przyjaciółki przetarły drogę wielu innym bohaterkom. Jednak przeglądając dzisiejsze mainstreamowe propozycje można odnieść wrażenie, że twórcy nowych filmów, a także seriali albo osiedli na laurach, albo są po prostu leniwi. To, co było przełomowe w 1998 roku nie jest takie — już po wielokrotnym powtórzeniu — w 2026 roku. Trzeba jednak zauważyć, że „Seks w wielkim mieście” był rewolucją w kapitalistycznym wydaniu. Głównym celem dla bohaterek było znalezienie miłości, a to jak dzisiaj interpretujemy ich związki to materiał na inny artykuł. 

Nowe seriale mogą być pop-feministyczne, ale nie zbyt radykalne, bo to sugerowałoby przemianę, na której nie skorzystają ani wytwórnie, ani serwisy streamingowe. Jednak koniec końców, nie ważne w jakim systemie żyjemy, ponieważ każdy ma potrzebę akceptacji i miłości, więc wątki romantyczne są nieodłącznym elementem zdecydowanej większości tekstów kultury. Dlatego poniższe seriale to nowsze produkcje, które wnoszą powiew świeżości do tego jak przedstawia się doświadczenia kobiecości w obecnej popkulturze, a niesłuższnie, szczególnie w Polsce, pozostają one lekko przemilczane. 

Zazdrosna – Dlaczego nie ja? (2024-2026, Netflix)

Serial, który zaczęłam oglądać przypadkiem, ze względu na to, że jest po hiszpańsku, a zaskoczył mnie tym, że stawia pytania, które chociaż raz zadała sobie każda z nas. 

W swoim czasie większość reżyserów chciała stworzyć odpowiedź na wspomniany „Seks w wielkim mieście”. Niemal w każdym kraju można znaleźć jakąś opowieść o perypetiach przyjaciółek zamieszkujących większe miasto. Nie da się jednak ukryć, że sam punkt wyjściowy, czyli grupa osób w przełomowym momencie życia jest dość wdzięcznym płótnem.  Argentyńska „Zazdrosna” powstała 20 lat po zakończeniu emisji amerykańskiego hitu i wiemy już, że ostatecznie doczeka się 4 sezonów. W kwestii produkcyjnej twórcy także uznali, że wyjdą poza ustalone ramy i będą serwować nowy sezon średnio co pół roku, dlatego ostatnia część serialu będzie miała swoją premierę 29 kwietnia. 

Główną bohaterkę, Vicky, poznajemy tuż przed jej 40 urodzinami, dwa tygodnie po tym jak rozstała się z wieloletnim partnerem, bo ten nie potrafił się zadeklarować, a największym marzeniem Victorii było założenie rodziny. Sama pochodzi z rozbitego domu i w dzieciństwie opiekowała się siostrą, z którą łączy ją bliska, lecz burzliwa relacja. Dodatkowo już w pierwszym odcinku okazuje się, że jej były partner zdążył wyjechać na wakacje oraz ożenić się z nowo poznaną, dużo młodszą i, co nie bez znaczenia dla głównej bohaterki,  szczuplejszą Brazylijką. Punktem wyjścia do poznania historii Vicky jest to, że po tych wydarzeniach zdecydowała się pójść na terapię, a jej spotkania z terapeutką Fernandą są osią całego serialu. Razem z tą dwójką kobiet poznajemy historię Vicky, która bywa zazdrosna, neurotyczna i często pozwala przejąć kontrolę swoim lękom.  

Pierwszy sezon to jeszcze klasyczny trójkąt (kwadrat?) miłosny pomiędzy Vicky, Danim (jej byłym partnerem), nowo poznanym Matiasem a jej szefem, Nicolasem. Kolejne sezony przedstawiają Vicki próbującą nie zaprzepaścić swojej szansy na szczęście, jednak to co jest oryginalne to, to że Vicky pyta wprost: „Dlaczego nie ja?”.

Wszystkie kobiety dookoła mnie nie mają problemów z wagą. – Dlaczego nie ja? Moja przyjaciółka wychodzi za mąż po kilku miesiącach związku. – Dlaczego nie ja? Moja siostra zachodzi w nieplanowaną ciążę, chociaż nigdy nie chciała dzieci?. – Dlaczego nie ja, skoro rodzina była zawsze moim największym marzeniem? Mój były po 10 latach związku oświadczył się innej – Dlaczego to nie byłam ja? Moja znajoma prowadzi wystawne życie. – Dlaczego nie ja, skoro całe życie pracuję? 

Każdy zadawał sobie w życiu takie pytania chociaż raz i każdy czasem bywa zazdrosny. Vicky po prostu nie może dłużej tego ukrywać. Poza wątkiem romantycznym to serial wplątuje ją w różne życiowe wydarzenia. Sama bohaterka odnosi wrażenie, że wszelkie wysiłki idą na marne. Nie wyśmiewa jednak jej neurotyzmu, a podchodzi do niego z wyrozumiałością i czułością. Twórcy (scenarzystką jest Carolina Aguirre) nie ukrywają, że przecież w dużej mierze jej rozterki są uzasadnione, a ona bywa kołem ofiarnym swojego otoczenia. Poza tym Vicki ma też zalety. Bardzo dba o swoich bliskich, jest autentycznie zabawna (i świetnie zagrana przez Griseldę Siciliani), szczera i przede wszystkim skłonna do pracy nad sobą, nawet jeśli musi pogodzić się z tym, że życie nie zawsze idzie po naszej myśli.
Do tego duet Vicky i Matiasa to jedna z najlepszych par jakie przyszło mi oglądać na ekranie. Vicky nie wpisuje się w klasyczny wizerunek kobiecej protagonistki, bo nie jest filigranowa, delikatna, eteryczna i cicha. A mimo to, serial pokazuje, że nie trzeba taką być, żeby mieć prawo do walki o swoje szczęście i że nie trzeba godzić się na „byle co”, bo inaczej zostanie się z niczym. 

Chociaż produkcja sprawia wrażenie cukierkowej i wpisuje się wizualnie oraz fabularnie w obecne trendy, to tylko pozory. Bo pod tą przykrywką twórcy podejmują (udaną) próbę odpowiedzi na to jedno odwieczne pytanie. 

„Ta druga siostra Bennett” – Miłość i zawstydzenie (2026, HBO)

Tę bohaterkę już znamy. Mary, to młodsza siostra Elizabeth Bennett, czyli głównej bohaterki kultowej „Dumy i uprzedzenia”. Chociaż środkowa z 5 sióstr w powieści pojawia się rzadko, wiadomo, że nie była ani tak charyzmatyczna, ani tak urodziwa jak reszta rodzeństwa. Jednak Janice Hadlow, autorka powieści „The Other Bennet Sister”, postanowiła skupić się właśnie na tej najbardziej pominiętej członkini rodu Bennetów. 

Zarówno serial, jak i książkowy oryginał rozpoczyna się w trakcie wydarzeń z „Dumy i uprzedzenia”. Pozostajemy jednak przy Mary, ignorowanej przez ojca i nielubianej przez matkę. Bohaterka próbuje odnaleźć się w świecie, gdzie kobieta ma wybór jedynie między „małżeństwem albo miernością”. Jednak początkowo nie wie czy chce podjąć się próby małżeństwa z rozsądku, czy postawić się matce i narzuconym normom.  Po śmierci ojca wyjeżdża do wujostwa do Londynu i szybko odkrywa, że „trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu”, ale także jak bardzo toksyczne otoczenie wpłynęło na jej postrzeganie świata i samej siebie.

Mary chce zostać guwernantką, zresztą nigdy nie porzuciła swojej pasji do książek i nauki. Chociaż wielokrotnie ostrzegano ją, że w ten sposób tylko odstraszy ewentualnych kandydatów. W Londynie jednak poznaje aż dwóch zalotników, Toma i Williama. Co więcej oboje uwielbiają właśnie jej nieporadność (we wpasowaniu się w normy i oczekiwania) oraz intelekt czy zamiłowanie do nauki. Każdy z panów jest całkiem inny, ale są świetnie napisanymi postaciami. Naprawdę można złapać się na kontemplowaniu, który z nich byłby lepszym partnerem dla bohaterki. Rozumiemy zarówno spokojnego Toma, jak i zawadiackiego Willa. Jednak najlepszą postacią jest właśnie Mary. Chociaż naprawdę zależy jej, żeby sprostać oczekiwaniom i być delikatniejszą, bardziej uroczą, subtelniejszą... To po prostu nie potrafi taka być. A mimo tego trafia na ludzi, którzy oceniają ją przede wszystkim przez pryzmat jej zalet i dobrych chęci.

„Ta druga siostra Bennet” to serial wyprodukowany przez BBC, który w Wielkiej Brytanii odniósł spory sukces. Popularność zyskał jednak w dużej mierze dzięki… TikTokowi. Na platformie działa wielu domorosłych analityków tekstów kultury, a jest to dzieło, pomimo bazowania na jednej z najsłynniejszych powieści wszech czasów, świeże i wdzięczne pod kątem omawiania. 

TikTok już jakiś czas temu wykreował pojęcie „iPhone face”. Opisuje ono wygląd współczesnych celebrytów, przede wszystkim aktorów, których rysy, często poddane zabiegom upiększającym, na ekranie zaczynają wydawać się coraz bardziej komiczne, szczególnie w kinie gatunkowym.  W tym przypadku twórcy najwyraźniej zdali sobie z tego sprawę już na etapie castingu, ponieważ bez problemu można uwierzyć, że właśnie tak wyglądali ludzie na kilka lat przed rozpoczęciem akcji „Bridgertonów.” Nie tylko kostiumy oddają prawdziwego ducha epoki, ale także charakteryzacja. Na przykład, jak często w filmach historycznych widzicie prawdziwe owłosienie u kobiet? 

Podczas seansu nie mogłam uciec od porównań z kostiumowym hitem Netflixa. „Ta druga siostra Bennet”  ma wszystkie elementy, które posiadają „Bridgertonowie”, tylko lepiej egzekwuje wątki z którymi tamten boi się zmierzyć. Podobnie jak Vicky z „Zazdrosnej”, historia Mary promuje postać, która nie musi zostać złamana, dopasować się do norm, chcieć mniej od losu, aby się uratować.

„Dziewczyny” – All adventurous women do (2012-2016, HBO)

Podczas gdy wcześniej opisane seriale podchodziły z czułością do swoich bohaterek, to serial napisany przez Lenę Duncham zdecydowanie tego nie robi. Oglądając „Dziewczyny” momentami można odnieść wrażenie, że ma się do czynienia z dokumentem – to podobne uczucie do podglądania ich życia. Jednocześnie jest to z omawianych dzisiaj tytułów, który powstał jako odpowiedź na wyidealizowaną wizję życia w Nowym Jorku, jaką proponował nam „Seks w wielkim mieście”. 

Często można spotkać sie z pytaniem jak Carrie mogła pozwolić sobie na tak wystawne życie oraz duże mieszkanie na Manhattanie, utrzymując się głownie z pisania felietonów. „Dziewczyny”, które powstały ledwie 8 lat po zakończeniu emisji „Seksu…” dają nam realistyczną odpowiedź na tę zagwozdkę. Główna bohaterka, Hannah, właśnie skończyła studia i także rozpoczyna karierę pisarską. Chociaż ona pozostaje główną protagonistką i to z jej perspektywy oglądamy serial, to do życia jej, a także dwóch przyjaciółek, Marnie i Jessy, wkraczamy razem z kuzynką tej ostatniej, Shoshanną, która jest najmłodsza i najmniej doświadczona z całej grupy. 

„Dziewczyny” od początku były serialem kontrowersyjnym. Ale nie ze względu na zachowania bohaterów, które oczywiście można kwestionować. Sama fabuła nie jest niczym czego by już ludzie nie widzieli. 

Natomiast forma podania tego wszystkiego, jest jak podmuch świeżego powietrza. Taki, przez który włosy lecą do oczu i kleją się do błyszczyka, ale koniec końców lepiej się oddycha. To nie jest serial o sile przyjaźni, o tym, że miłość zawsze nas odnajdzie i że w życiu idzie się tylko do przodu. Jest to jedyny godny następca „Seksu w wielkim mieście”, bo to Duncham tworząc „Dziewczyny” skonfrontowała się z wielkim poprzednikiem. 

Ale nie wiem, czy spotkałam się z serialem, który cieszyłby się sporą popularnością i złamał aż tyle tematów tabu. Bo być może już sam tytuł „Dziewczyny” jest jego złamaniem, kiedy okazuje się, że wcale nie kłamie?